Wyzwań nam nie brakuje [wywiad z dyrektorem KPN]

Bezpośrednie sąsiedztwo z Warszawą sprawia, że ochrona przyrody w Puszczy Kampinoskiej napotyka na wiele problemów. Jak zamierza sobie z nimi radzić Kampinoski Park Narodowy? O to pytam jego dyrektora Mirosława Markowskiego

Mglista perspektywa opłat

Jerzy Królikowski: Według wstępnych rządowych zapowiedzi 1 stycznia 2023 roku miało wejść w życie pobieranie opłat w Kampinoskim Parku Narodowym. Prace nad ustawą są jednak na takim etapie, że na pewno nie zacznie obowiązywać w proponowanym terminie. Czy mimo to przygotowali już państwo koncepcję pobierania tych opłat? Szczególnie interesuje mnie, jaka będzie ich wysokość oraz jak będą egzekwowane.

Mirosław Markowski: Zanim odpowiem na to pytanie, przypomnę, że teoretycznie już teraz prawo daje nam możliwość pobierania opłat za wstęp. Tyle że zwalnia z nich mieszkańców gmin położonych na terenie parku oraz gmin sąsiednich. A że według ustawy warszawskiej stolica jest jedną gminą i sąsiaduje przez Bielany z KPN, to całe miasto byłoby zwolnione z opłat. Biorąc zatem pod uwagę, że ponad 90% turystów w KPN to właśnie warszawiacy, wprowadzanie biletów byłoby ekonomicznie nieuzasadnione. Ale już wg projektu ustawy o parkach narodowych stolica byłaby objęta tym systemem.

Wracając do pytania. Nie sądzę, że szykowana ustawa wejdzie w życie w najbliższych miesiącach. A gdy już się to stanie, to i tak będziemy mieli sporo czasu na przygotowanie systemu pobierania opłat – dopiero wtedy będziemy się zastanawiać nad jego precyzyjnym kształtem. Z pewnością będzie nam zależało, by opłaty nie były zbyt wysokie, ale też by system działał skutecznie. Przede wszystkim jednak będziemy chcieli dotrzeć do społeczeństwa z przekazem, że taką opłatę warto ponieść – że nie będą one szły na pensje dla pracowników, ale na infrastrukturę turystyczną czy edukacyjną. Już teraz słyszę zresztą deklarację, że turyści są gotowi taki bilet wykupić, bo nasz park jest tego wart.

O ochronie kampinoskiej przyrody

W różnych częściach kraju pojawiają się sporadyczne doniesienia o wilkach wchodzących w konflikt z człowiekiem. Czy podobne przypadki zarejestrowano już w Puszczy Kampinoskiej lub okolicach, gdzie wilki pojawiły się w 2013 r.?

Z ręką na sercu nie jest mi znana ani jedna tego typu sytuacja. Nie było w tej sprawie żadnych pism ani interwencji. To jest bardzo dobry sygnał, bo oznacza, że widocznie wilki zachowują się zgodnie ze swoim instynktem, a więc boją się człowieka. I oby tak zostało, bo gatunek ten jest wielkim sprzymierzeńcem parku i kondycji zdrowotnej jego przyrody. Jak na razie widzimy same pozytywy jego obecności.

Od wilków przejdźmy do łosi, a tu jak bumerang wraca pomysł na zniesienie w całym kraju moratorium na ich odstrzał. Czy widzi pan konieczność redukcji tego gatunku w Puszczy Kampinoskiej?

Wprawdzie względem powierzchni parku można chyba powiedzieć, że mamy nadwyżkę łosi, ale trudno rozważać taki pomysł, mając to zwierzę w swoim herbie. W ostatnich latach obserwujemy nawet mniej liczne najmłodsze pokolenie tego gatunku. Być może jest to efekt działalności wilków.

Wycinki drzew niezmiennie budzą wśród kampinoskich turystów gorące emocje. Nie będę pytać, po co są wykonywane, bo park wielokrotnie już to tłumaczył [odsyłam choćby do czasopisma „Puszcza Kampinoska” nr 3-4/2016]. Ciekawi mnie jednak, czy planują państwo redukować ich rozmiar?

Już teraz są redukowane. Gdy KPN powstawał, wynikiem cięć pielęgnacyjnych było około 40 tys. metrów sześciennych drewna. W tej chwili jest to połowa tej wartości i oczywiście dalej będzie się zmniejszała, bo nasze drzewostany są coraz starsze. Gdy wchodzą w wiek około 100–120 lat, to pozostawiamy je już bez ingerencji człowieka. Natomiast redukcja wycinki na pewno nie będzie następować z dnia na dzień. Dzięki cięciom przygotowujemy młodsze drzewostany do wejścia w dobrej kondycji w starszy wiek. Regulujemy ich skład gatunkowy i strukturę wiekową. Gdy powstawał KPN, na obszarze Puszczy Kampinoskiej było 19 tys. ha lasów, a dziś mamy ich już 28 tys. Skoro zatem przez 60 lat przybyło nam około 10 tys. ha lasów, to choćby z tego względu kontynuacja cięć pielęgnacyjnych jest konieczna. Natomiast zwracam uwagę, że KPN nie prowadzi żadnych zrębów – mówiąc prościej, nie wycinamy wielohektarowych połaci lasów, a jedynie je rozrzedzamy. Można oczywiście zostawić te procesy przyrodzie, ale biorąc pod uwagę różne zagrożenia, choćby pożary czy gradacje szkodników, nie jest to dobre wyjście. Szczególnie, że nie mamy przecież do czynienia z dziewiczą puszczą, ale lasem otoczonym terenami zurbanizowanymi. Zresztą, te 20 tys. m. sześc. rocznie to – jak na powierzchnię KPN – i tak niedużo. Jakieś zabiegi pielęgnacyjne zawsze będą potrzebne. Choćby cięcia drzew zagrażających bezpieczeństwu, np. przy szlakach, drogach czy zabudowie. W tym zakresie bezpieczeństwo ludzi jest najważniejsze.

Czy należy się spodziewać, że w najbliższym czasie wycinki będą koncentrować się w konkretnej części Puszczy?

Nie, będą się odbywać na całym terytorium. Tak jak mówiłem, ich prowadzenie jest zależne od wieku drzewostanu. Ale jeśli w jakiejś części Parku w pewnym okresie prowadzone były bardziej intensywne wykupy gruntów, a następnie ich zalesienie, to po pewnym czasie faktycznie może wydawać się, że tam wycinki są bardziej znaczące.

Długa i kosztowna droga do państwowej Puszczy

Skoro o wykupach mowa… mozaika prywatnych i państwowych terenów to dziś chyba jeden z większych problemów utrudniających skuteczną ochronę kampinoskiej przyrody. Kiedy można spodziewać się, że proces wykupów zostanie zakończony? I ile to będzie kosztowało?

Sytuacja i tak jest niezła, bo od 1975 r., gdy proces ten się rozpoczął, przejęliśmy ponad 11 tys. ha, czyli 83% gruntów przeznaczonych do wykupu. Ale że jest to proces dobrowolny, wciąż mamy do czynienia ze wspomnianą przez pana mozaiką, która ma wiele negatywnych konsekwencji. Dla rolników oznacza chociażby szkody w uprawach, a nam utrudnia prowadzenie ochrony czynnej oraz egzekwowanie przestrzegania przepisów, np. w kwestii penetracji Parku przez prywatne grunty. Dlatego ten proces trzeba kontynuować. Rocznie udaje nam się przejmować 70-90 hektarów. Szacuję więc, że wykupy zajmą jeszcze 10–20 lat i mogą pochłonąć około 200 mln zł. To z pewnością nie jest proces, który można zrealizować na raz. I nie chodzi tu nawet o finanse, ale choćby o możliwość zebrania i przerobienia przez Park ofert sprzedaży.

Na razie nie ma problemów z brakiem chętnych do sprzedaży kampinoskich nieruchomości. Ale czy pod koniec wykupów może się to zmienić?

Do wykupienia pozostało 2,4 tys. ha, ale kto wie, czy z tego np. 500 czy 1000 hektarów w ogóle będzie dało się przejąć, choćby przez nieuregulowany status prawny nieruchomości czy zmarłych bądź nieznanych właścicieli. Wiele gruntów na terenie KPN ma skomplikowaną sytuację prawną i części z tych problemów z pewnością nie da się rozwikłać. Ale takie grunty nie będą nam sprawiały kłopotów. Bo skoro nie można ich sprzedać, to nie da się też ich w jakikolwiek sposób zagospodarować i prędzej czy później obejmie je naturalna sukcesja. Natomiast na pewno będą osoby, które nie będą chciały sprzedawać swoich nieruchomości, i my to będziemy szanowali.

Ale nie wszystkie tereny prywatne są planowane do wykupu. Podejrzewam np. Sieraków.

Akurat Sieraków przeznaczony jest w całości do wykupu. Co więcej jest jedną z blisko 70 wsi, gdzie stan wykupów jest już bardzo zaawansowany i przekracza 75%, więc nie ma tu mowy o zmianie polityki.

Wspomniałem o Sierakowie, bo w ostatnich latach wylano tam nowy asfalt oraz wybudowano nową infrastrukturę wodno-kanalizacyjną. Tak jakby osadnictwo miało tam jeszcze długo trwać.

Sieraków nie jest jedyną wsią w Puszczy Kampinoskiej, gdzie tego typu inwestycje się toczą. Jeżeli gminę na to stać, by wychodzić naprzeciw potrzebom mieszkańców, a przy okazji budować infrastrukturę, która sprzyja ochronie przyrody, to trudno, by Park protestował. Dopóki w naszych granicach mieszkają ludzie, to nie możemy utrzymywać ich w substandardowych warunkach. Na tej samej zasadzie dopuszczamy też remonty domów, choć niezwiązane z kubaturami czy znaczącą rozbudową.

W takim razie które prywatne tereny nie są przeznaczone do wykupu?

Chociażby obszary ochrony krajobrazowej we wsiach Aleksandrów i Brzozówka, które włączono do KPN dopiero w 1997 r., więc niejako w sposób naturalny nie zostały objęte procesem wykupu gruntów. Weszły one do KPN ze swoją tradycyjną gospodarką rolną i dalej może ona być tam realizowana. W miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego obu wsi precyzyjnie określono zresztą, co jest tam dopuszczalne – nie ma tam mowy o żadnym większym rozwoju miejscowości. Podobne tereny są też w gminach Leszno i Brochów. Ale kto wie, co zdarzy się za 20–40 lat. Czy nie będzie chęci sprzedaży gruntów, a Park nie będzie chciał ich kupić. Na razie nie ma jednak takich planów.

O wątpliwych urokach kampinoskiej suburbanizacji

Kolejne wielkie wyzwanie dla KPN to droga wojewódzka 579 biegnąca przez sam środek Puszczy Kampinoskiej. Chociażby z lektury państwa wpisów w mediach społecznościowych widać, jak niebezpieczna jest to trasa zarówno dla ludzi, jak i zwierząt. Czy jest szansa na rozwiązanie tego problemu?

Zacznijmy od tego, że już i tak udało nam się osiągnąć pewien postęp. Gdy kilkanaście lat temu droga była remontowana, wprowadzono nową organizację ruchu, w tym ograniczenia prędkości, zakazy parkowania czy zakaz ruchu pojazdów ciężarowych. Gdybyśmy wszyscy postępowali wg tych wyraźnie zarysowanych reguł, to już byłoby dobrze. Ale oczywiście problem i tak by pozostał, dlatego cały czas zastanawiamy się wspólnie z Radą Naukową KPN, jak go rozwiązać. Pojawiła się np. koncepcja, by wykonać przejścia dla zwierząt. Tylko że wtedy trzeba będzie ogrodzić całą trasę i de facto utworzymy dwa odrębne parki narodowe. Pomijam fakt, że będzie to też wyzwanie finansowe, idące przynajmniej w setki milionów złotych. Na razie czekamy na to, jakie będą efekty budowy systemu tras wokół Warszawy, czyli małej i dużej obwodnicy oraz Centralnego Portu Komunikacyjnego. Jeżeli inwestycje te nie ograniczą wyraźnie ruchu na drodze 579, trzeba się będzie na poważnie zastanowić nad rozwiązaniem tego problemu. Na pewno już teraz możliwe jest lepsze egzekwowanie przepisów, o co cały czas apelujemy. Apelujemy też o odcinkowy pomiar prędkości, ale wciąż nie możemy się go doczekać.

Kolejne wyzwanie to postępująca zabudowa otuliny. Choćby gmina Stare Babice planuje przyjąć dokumenty planistyczne, które de facto otoczą jej część Parku zabudową. Czy ma pan narzędzia, by z tym walczyć?

Zgodnie z prawem otulina może być tak zabudowywana, by nie szkodziła przyrodzie parku. Ale to jest trudne do udowodnienia, która inwestycja szkodzi, a która nie. Możemy być też skuteczni podczas uzgadniania dokumentów planistycznych – studiów uwarunkowań oraz miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Staramy się przy tym zwracać uwagę na takie elementy jak cieki, tereny zadrzewione czy bliskość granicy Parku. Próbujemy też wskazywać, jakie zagospodarowanie terenu nie będzie szkodziło przyrodzie. Ale nie możemy przy tym podważać strategii rozwoju gminy.

Czy to uzgadnianie działa na zasadzie weta?

Tak, możemy danego aktu planistycznego nie uzgodnić, ale trzeba to bardzo dobrze udowodnić, co jest bardzo trudne. Nie możemy powiedzieć „nie, bo nie”. Oczywiście, staramy się w tym zakresie współpracować z gminami i na ogół relacje te układają się dobrze. Natomiast co do gminy Stare Babice – myśmy zawsze wysoko oceniali ich miejscowe plany, ale niektóre samorządy chyba przerosły ich własne wyobrażenia. Przerosła je też presja deweloperów, ciągłe zagęszczanie zabudowy i znajdowanie luk w miejscowych planach. To jest dla nas duży problem. Wiemy, że jesteśmy w aglomeracji warszawskiej i te gminy – chcemy czy nie chcemy – i tak będą się urbanizowały. Nam chodzi tylko o to, by uwzględniano przy tym ład przestrzenny i wartości przyrodnicze tego regionu. Jeszcze innym problemem jest brak uchwalonych miejscowych planów. Dotyczy to choćby gminy Brochów, która jest pięknie położona między Bzurą a Puszczą Kampinoską. Z pewnością warto, by zawalczyła ona o własną koncepcję zagospodarowania swojego terenu na najbliższe dekady, zamiast narażać się na niekontrolowane rozlewanie zabudowy. Urbanizacja jest dla nas problemem także dlatego, że odcina nas od głównego korytarza ekologicznego, jakim jest Wisła. Dlatego zależy nam, by zachować wokół KPN jak najwięcej terenów rolniczych, by ten kontakt z Wisłą nie ustał. Często podkreślam, że Park jest silny swoją mocą wewnętrzną, czyli powierzchnią blisko 40 tys. ha. Ale nie może stać się izolowaną wyspą. Staramy się to tłumaczyć gminom i na ogół nam się to udaje.

Przestrzeganie regulaminu? Lepiej przekonywać polubownie

Podejrzewam, że również pan podczas spacerów po Puszczy często dostrzega turystów łamiących regulamin Parku. Czy w związku z tym są plany, by wzmocnić Straż Parku i lepiej egzekwować te przepisy?

Uważam, że przychylność dla Parku będzie większa, jeśli tego typu działania będą jak najrzadsze. Zamiast tego nastawiamy się na tłumaczenie i edukację, nawet wtedy, gdy już dochodzi do interwencji strażników. Choć gdy przepisy są już ewidentnie łamane, np. poprzez przejazdy motocyklami czy quadami, jesteśmy bardziej restrykcyjni. Warto mieć tu na uwadze, że nasz regulamin nie jest kaprysem dla kaprysu – jego zapisy są potrzebne całej przyrodzie, a pośrednio również ludziom, abyśmy mogli cieszyć się tym terenem. To można osiągnąć tylko poprzez różnego rodzaju ograniczenia, choćby penetracji. Jeśli o ten konkretny aspekt chodzi, to przecież nie skąpimy turystom terenu Parku – wyznaczyliśmy 350 km szlaków pieszych i 200 km rowerowych, a do tego wiele ścieżek edukacyjnych. Mnie samemu, jeśli akurat nie muszę służbowo zajrzeć w jakiś fragment Parku, ta sieć szlaków w zupełności wystarcza.

Czy zatem należałoby zwiększyć liczbę funkcjonariuszy Straży?

Nie ma na razie takiej potrzeby. Zamiast tego należy raczej pracować nad zwiększaniem świadomości naszych gości.

Pozostańmy jeszcze przy regulaminie KPN. Spore zamieszanie wywołuje w nim kwestia wprowadzania psów. Sam zapis w regulaminie wydaje się niepotrzebnie zagmatwany. Z kolei Straż Parku twierdzi, że psy wprowadzać wolno, ale na smyczy. W mediach społecznościowych piszą zaś państwo, że spacery z psami na terenie KPN są zabronione. Jakie jest zatem oficjalne stanowisko Parku?

Ustawa o ochronie przyrody mówi wprost – na teren parków narodowych w obszary ochrony ścisłej i czynnej nie wolno wprowadzać psów, a my ponad ustawą być nie możemy. Skąd w takim razie te rozbieżności? W każdym z przytoczonych przez pana sformułowań jest trochę prawdy. Psów wprowadzać nie można do obszarów ochrony ścisłej i czynnej, ale do obszarów ochrony krajobrazowej już tak. A to blisko 70 wsi i kilka tysięcy hektarów. Do tego należy jeszcze doliczyć drogi publiczne. Ale być może to się zmieni. W projekcie nowej ustawy o parkach narodowych zapisano bowiem, że dyrektor parku będzie mógł samodzielnie ustalać, gdzie można wejść z psem. Tylko w jakiej formie ten przepis ostatecznie wejdzie w życie? Trudno powiedzieć. Ale nawet, jeśli na mocy tego zapisu dopuścimy gdzieś wchodzenie z psami, to tylko na smyczy – tu absolutnie nie ma dyskusji. Biegające swobodnie psy są niebezpieczne dla fauny. A poza tym mogą zostać zabite przez wilki, bo są dla nich konkurencją. Zresztą, już teraz spotykamy coraz mniej wałęsających się psów, które kiedyś były naszą zmorą. Czyżby stały za tym właśnie wilki? Być może.

Nie ma deszczu, nie ma bagien

Niedawno zakończono projekt „Kampinoskie Bagna I”, który miał podnieść poziom wód w kampinoskich mokradłach. Teraz trwa realizacja „Kampinoskich Bagien II”. Czy widać już jakieś wymierne efekty realizacji obu tych przedsięwzięć?

Wprawdzie już teraz dostrzegamy w niektórych miejscach poprawę, ale żeby móc stwierdzić to na pewno, potrzeba więcej czasu. Trzeba to zmierzyć przynajmniej w okresie dziesięcioletnim, uwzględniając panującą sytuację pogodową. Możemy bowiem zbudować nawet sto cudownych urządzeń hydrotechnicznych, ale na nic nam się zdadzą, jeżeli nie będzie padał deszcz. A niestety obserwujemy taką prawidłowość, że wprawdzie roczne sumy opadów utrzymują się na podobnym poziomie jak w wieloleciu, ale nie spadają one kilka razy w miesiącu, tylko raz. Mamy zatem najpierw opad nawalny, a później okres suszy. Idea „Kampinoskich Bagien” jest zaś taka, że jeśli są opady i roztopowe wody wiosenne, to wybudowane w ramach tego projektu urządzenia mają spowolnić ich odpływ o 4–5 tygodni. Zatem jeśli woda schodziła dotychczas w maju i czerwcu, to my będziemy ją w stanie zatrzymać do lipca czy sierpnia.

Czy prace hydrotechniczne w ramach „Kampinoskich Bagien II” już ruszyły?

Na razie trwają badania i prace koncepcyjne, później przyjdzie czas na kolejny cykl konsultacji społecznych, bo zmiany te chcemy wprowadzać wspólnie z mieszkańcami. Myślę więc, że pierwsze prace powinny ruszyć w 2023 r.

Dział aktualności

Na koniec rozmowy przejdźmy do bieżących spraw. Co ze zniszczonym mostkiem w Debłach na żółtym szlaku?

Jest już wyłoniona firma, która na nasze zlecenie przystępuje do remontu różnego rodzaju infrastruktury – od tablic informacyjnych, przez zadaszenia, po właśnie wspomniany mostek.

Wiele osób wyczekuje też opóźniającego się remontu infrastruktury turystycznej w Truskawiu.

Tu jest niestety gorzej. Projekt został zahamowany przez sąsiadów, którzy protestują przeciwko lokalizacji rozbudowywanego parkingu. To zadanie na pewno mocno się opóźni. Ale mamy nadzieję, że w roku 2023 uda nam się ruszyć z realizacją tych zaplanowanych prac, które nie wymagają uzgodnień. To m.in. wytyczenie nowego przebiegu niebieskiego szlaku w kierunku cmentarza w Palmirach czy poprawa żółtego szlaku w kierunku Zaborowa, gdzie na wiosnę regularnie pojawiają się podtopienia. Jesteśmy już w tej sprawie po wstępnych uzgodnieniach z Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych.

Czy Park planuje jeszcze jakieś inne zmiany w infrastrukturze turystycznej?

Są rozważane różne propozycje, ale na razie trudno mówić o konkretnych planach. Tym bardziej że nie brak nam innych ważnych inwestycji, takich jak termomodernizacja siedziby Parku czy remont Ośrodka Dydaktyczno-Muzealnego w Granicy – naszych wspaniałych zabytkowych drewnianych obiektów. No i realizujemy też dwa duże projekty – „Kampinoskie Wydmy” oraz wspomniane „Kampinoskie Bagna II”. Tak więc wyzwań mamy szalenie dużo.

Autor: Jerzy Królikowski

Dumny redaktor naczelny od 2010 roku. Miłośnik Puszczy od jeszcze dłuższego czasu. Po Kampinosie głównie biega i jeździ na rowerze

12 komentarzy do wiadomości “Wyzwań nam nie brakuje [wywiad z dyrektorem KPN]

  1. Zamiast wprowadzać opłaty dla mieszkańców Warszawy, wybudujcie mur wokół puszczy. Będziecie mieli swoją oazę, gdzie będą sobie żyli wilczki, łośki, ryśki. Będziecie mogli bezproblemowo rąbać drewka i na nim zarabiać. Czy to nie z tego jest majątek Lasów Państwowych?

    Do czego wy chcecie doprowadzić? Rozumiem, jadę w Bieszczady na tydzień to płacę za wstęp do parku. Bo jestem tam przez chwilę. Przyjeżdżam do KPN z Ustrzyk to też odwiedzam to miejsce na dzień, dwa i mogę zapłacić za wstęp.

    Ale puszcza od wieków jest związana z Warszawya i jest jej najbliższym sąsiedztwem.

    I co z tego, że gmina okoliczna jest tak liczna? No tak wyszło, taka historia.

    Dlatego tak Wam się podoba ta zmiana ustawy, że głównym celem tej zmiany jest takie zakombinowanie tym co dotychczas było ustalone, aby wyciągnąć kasę od tych, którzy dotychczas od opłat mieli być zwolnieni przez sąsiedztwo gminy?

    Przecież właśnie na tym dotychczasowe przepisy polegały, aby tych z okolic chronić bo to bliski im teren i miejsce częstych odwiedzin. A pan dyrektor sam mówi, że taka kombinacja z ustawą jest po to aby tak zarobkować aby wyciągnąć więcej kasy.

    Ludzie są drugorzędni.

    W zasadzie mogą w weekendy chodzić na spacery po Marszałkowskiej bo do pobliskiej puszczy to będzie się chodzić od święta.

    Tylko, że ludzie płacą podatki między innymi na utrzymanie parków narodowych. To, że ktoś je na górze źle dzieli ma być powodem ustawowego ukarania ludzi na dole?

    Opanujcie się.

  2. Parki są utrzymywane z naszych podatków. Jakie więc opłaty za wstęp? Biurokracja zapomina o tym. Pamięta tylko o strzyżeniu kuponów. Z wyrębami to samo, kasa…

      1. Tylko, że Tatry oferują jakieś widoki, a “puszcza” Kampinoska to zwykły las podmiejski młodszy od przeciętnego lasu gospodarczego.
        Płacenie za wstęp do takiego lasu to byłoby nieuczciwe zdzieranie pieniędzy za nic.
        Mieszkańcy innych miast śmieją się z nazywania tego puszczą i takiego parku narodowego.

          1. >>>“” Kampinoska to zwykły las podmiejski “” – jest to oczywista nieprawda.<<<

            W dużym stopniu jest to prawda w kontekście opłat za wstęp. Opłaty byłyby pobierane za wstęp na tereny w rodzaju lasów podmiejskich. Bo przecież na tereny związane ściśle z istotą tego parku narodowego, tj. do rezerwatów przyrody, wstępu i tak nie będzie.

            No ale w ogóle nie oszukujmy się i nie dajmy się oszukać. Nie o ochronę rezerwatów tutaj chodzi, a o zbieranie dutków przecież. Więc związek opłat z ochroną przyrody jest taką cwaniacką wymówką dla lemingów.

  3. Urocze.
    Jak to łatwo i radośnie zmieniać ustawy dla doraźnych celów.
    Wcześniej ustawa nie dopuszczała do opłat mieszkańców gminy w parkach i gmin sąsiadujących.
    To zmienimy sobie cała ustawę tylko po to, aby opłatami objąć jedną dodatkową gminę w Polsce.
    Ale za to jaką gminę!
    Jak to dobrze, że Warszawa jest tak blisko i tak dużo tam mieszkańców!
    Ale będziemy mogli ich doić. Skoro nie możemy w KPN robić tradycyjnych kokosów na “pozyskiwaniu materiału drzewnego” lub na barbarzyńskim odstrzale niby chronionej zwierzyny przez “dewizowców”.

  4. Zamiast biletów, lepiej niech pan dyrektor ponegocjuje z Warszawą, żeby dołożyła się do infrastruktury w parku, z której, jak wiadomo, korzystają głównie warszawiacy. I czystego powietrza, z którego Warszawa korzysta.
    A pomysł biletów wydaje się niewykonalny – albo koszt sprawdzania biletów zje cały zysk, albo ubożsi ludzie zostaną odcięci od kontaktu z przyrodą.
    Podejrzewam zresztą, że to furtka do wprowadzenia opłat do wszystkich lasów w Polsce. Najpierw parki narodowe, ale przecież inne nadleśnictwa też ponoszą koszty ochrony przyrody i też chętnie przygarną tyle kasy ile tylko ludzie pozwolą sobie zabrać. Część leśników nie ukrywa, że uważa się za właścicieli lasów, a turyści i mieszkańcy są niemile widziani. Tylko śmiecą i przeszkadzają produkować deski. I narzekaja, że leśnicy za dużo wycinają.

  5. Opłaty za wstęp to strzał w stopę – zniechęci 3 miliony ludzi do Puszczy Kampinoskiej i ochrony przyrody w ogóle

  6. A propos – Park Narodowy powinien wykorzystać dobrą wolę wszystkich, którzy chodzą po Puszczy Kampinoskiej. Czy jest jakieś Towarzystwo Przyjaciół Puszczy Kampiunoskiej? Taka grupa entuzjastów i społeczników potrafi zrobić dla puszczy więcej, niż dadzą pieniądze z biletów. Niestety, chyba w administracji parków narodowych panuje głównie mentalność, że turysta w parku przeszkadza

  7. Czy autor tej strony internetowej może poruszyć temat końskich odchodów, pozostawianych na niektórych pieszych szlakach (np. z Leszna)? Trzeba ciągle chodzić slalomem, uważając na te “miny”…
    Skoro w Zakopanem i Krakowie konie mogą mieć worki pod ogonem na nieczystości, to czemu tu nie mogą?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.