Kampinoska studnia bez dna [recenzja książki Puszcza Domowa]

Może się wydawać, że skoro Puszcza Kampinoska została już poznana wzdłuż i wszerz, to pisanie na jej temat nowych książek nie ma większego sensu. Najnowsza książkowa premiera, to jednak dowód, że jest zupełnie inaczej.

To już trzecia książka o Puszczy Kampinoskiej, jaka ukazała się w ostatnim czasie. Poprzednie premiery, to „Opowieści kampinoskie” Lechosława Herza oraz „Opowieści o wydmach, mokradłach i sosnach” Tomasza Związka i Szymona Jastrzębowskiego. Przypomnę pokrótce, że pierwsza pozycja to osobiste wspomnienia wszem i wobec znanego popularyzatora Puszczy poprzeplatane licznymi informacjami krajoznawczymi. Druga książka ma z kolei charakter bardziej naukowy i specjalistyczny – to pogłębione studium sześciu wybranych zagadnień związanych z kampinoskim środowiskiem.

Co w tym kontekście oferuje najnowsza premiera, czyli „Puszcza Domowa” Adama Robińskiego, opublikowana nakładem wydawnictwa „Czarne”? Poniekąd to coś pomiędzy obiema wspomnianymi wyżej książkami. Z jednej strony nie brak tu bowiem detalicznej analizy wybranych aspektów Puszczy, a z drugiej sporo tu pierwiastka czysto ludzkiego, subiektywnego, emocjonalnego, tak jak u Herza (a i sam Herz się w tej książce pojawia). Tyle ogólnie, ale przejdźmy do szczegółów.

Wciągająco i merytorycznie

Niewątpliwą zaletą książki jest świetny styl pisarski autora – lekki, wciągający, interesujący. To jednak nie powinno dziwić, wszak Adam Robiński to doświadczony pisarz, dziennikarz i reportażysta, związany choćby  z „Życiem Warszawy”, „Rzeczpospolitą”, „National Geographic Polska” czy „Tygodnikiem Powszechnym”. Dodatkowym gwarantem jakości jest wydawnictwo „Czarne”, które – co doskonale wiem z autopsji – byle czego nie publikuje, szczególnie jeśli chodzi o reportaże.

Ale w książce tej świetny jest nie tylko styl, lecz i strona merytoryczna. Jako osoba z pewnym doświadczeniem dziennikarskim bez trudu mogę stwierdzić, że przygotowanie tej książki poprzedziło mnóstwo pracy, rozmów z różnymi ludźmi i przeglądania licznych źródeł. Efektem tych wysiłków jest książka, która nie tylko przetwarza powszechnie znane fakty, ale też wyciąga na światło dzienne zupełnie nowe informacje o Puszczy. Jednym z wielu przykładów niech będzie rozdział poświęcony małżeństwu Kobendzów – o ile zazwyczaj było ono prezentowane w stylu raczej pomnikowym i bezkrytycznym, o tyle Adam Robiński pokazał ich jak zwykłych śmiertelników – ze swoimi zaletami i przywarami.

Na marginesie warto też wspomnieć, że autor jest licencjonowanym przewodnikiem po Kampinoskim Parku Narodowym, co jest dodatkowym gwarantem merytorycznej jakości książki. Oczywiście, wprawne oko może wypatrzyć tu pewne potknięcia. Ja naliczyłem całe dwa. Generalnie jednak, biorąc pod uwagę ogromną dawkę wiedzy zawartej w tej publikacji, jej poziom merytoryczny oceniam wysoko.

Pozytywnie zaskoczony jestem osiągnięciem swego rodzaju złotego środka, jeśli chodzi o poziom zaawansowania tekstu. O ile dwie wspomniane przeze mnie wcześniejsze książki przeznaczone są raczej dla osób, które pewną wiedzę o KPN już mają, o tyle „Puszcza Domowa” jest dobrą pozycją dla tych, którzy ów kompleks leśny dopiero chcą poznać. To z jednej strony. Bo z drugiej osoby, które o „Kampinosie” wiedzą już sporo, również znajdą tu sporo nowych informacji, zatem lekturą zawiedzione nie będą.

W mojej ocenie książka ma także niezwykle wartościowy walor dokumentacyjny. Bodaj najbardziej fascynującą cechą Puszczy jest to, jak bardzo region ten się zmienił (a konkretnie zdziczał) od powołania tu parku narodowego w 1959 roku. Niby data ta może wydawać się niezbyt odległa, ale przecież świadków tego, jak miejsce to wyglądało jeszcze kilka dekad temu, jest coraz mniej, a ich wspomnienia coraz bardziej się zacierają. Dlatego tak ważne jest, by spisywać ich relacje. I to właśnie Adam Robiński zrobił, rozmawiając choćby z Lechosławem Herzem, byłym dyrektorem KPN Jerzym Misiakiem czy pewnym mieszkańcem wysiedlonej wsi Ławy. U miłośników Puszczy ich relacje uruchamiają wyobraźnię, przenosząc nas w przeszłość, która – choć niby nie taka odległa – to jednak prezentuje obraz Puszczy zupełnie innej niż dziś. 

Liczne i wielkie niedosyty

I tak płynnie przejdźmy do tego, czego mi w tej książce zabrakło. Czytając wspomnienia naocznych świadków dojrzewania Puszczy, nie sposób było opędzić się od myśli, że temat tych rozmów został ledwie muśnięty. Lechosław Herz to przecież istna kopalnia kampinoskiej wiedzy, a w książce jego obecność została sprowadzona raptem do kilku stron. Nie inaczej jest z Jerzym Misiakiem, mieszkańcem Ław czy innymi bohaterami reportażu. Ale z drugiej strony trzeba też przyznać (i sam autor to przyznaje), że z każdą z tych osób można by spokojnie przeprowadzić wywiad rzekę, który byłby odrębną, wcale nie cienką książką.

Niejeden czytelnik wytknie również liczne tematy, które poruszone w tej książce nie zostały, choć dla istoty Puszczy Kampinoskiej mają znaczenie fundamentalne. Ja ze swojej perspektywy mógłbym wspomnieć choćby o niezwykle fascynującym aspekcie hydrologicznym, w tym o osuszeniu i próbach renaturyzacji bagien. I tu jednak autor – jakby przeczuwając nadchodzącą krytykę – broni się w książce. Jak słusznie zauważa Robiński, powołując się na klasykę literatury („On looking” Alexandra Horowitza), gdyby zaprosić w dane miejsce grupę ekspertów z różnych dziedzin nauki, każdy zapewniłby nam zupełnie inny i całkiem obszerny opis tego samego miejsca. Siłą rzeczy autor musi więc powiedzieć w pewnym momencie „stop – tylu bohaterów wystarczy”.

Kolejny brak to strona graficzna. W tekście autor wspomina o różnych archiwalnych fotografiach czy mapach, szkoda jednak, że żadne z nich nie trafiły na karty tej publikacji. Z drugiej jednak strony jakże ten brak pobudza wyobraźnię czytelnika!

Zakładam ponadto, że czytając tę książkę, niejeden miłośnik Puszczy nie raz się poirytuje geograficznymi niedopowiedzeniami. Sporo tu bowiem opisów miejsc, które aż każą czytelnikowi założyć buty i natychmiast ruszyć na eksplorację owego zakątka. Nic jednak z tego, bo w książce nie znajdziemy choćby oględnej wskazówki, gdzie kierować swoje kroki. To oczywiście zrozumiałe podejście, bo lokalizacje te znajdują się poza znakowanymi szlakami, nierzadko na terenie obszarów ochrony ścisłej. Trzeba się zatem ze smutkiem pogodzić, że są i będą w Puszcze pewne miejsca dostępne jedynie dla wybrańców.

Wszystkie owe niedosyty, choć dla czytelnika mogą być mocno odczuwalne, są zatem całkiem uzasadnione i wcale nic tej książce nie ujmują. Jej lekturę gorąco polecam zatem zarówno zaawansowanym miłośnikom Puszczy, jak i tym, którzy wciąż traktują to miejsce wyłącznie jako przyjemny las na weekendowy spacer. Sobie zaś życzę, by owe niedosyty były systematycznie uzupełniane przez kolejne teksty – czy to Adama Robińskiego czy innych śmiałków.   

Autor: Jerzy Królikowski

Dumny redaktor naczelny od 2010 roku. Miłośnik Puszczy od jeszcze dłuższego czasu. Po Kampinosie głównie biega i jeździ na rowerze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *