O Olender, ale smacznie!

W ramach gastronomicznych wycieczek po Puszczy Kampinoskiej i okolicach tym razem zapraszam do przybytku o nazwie „Secy za Wałem”. Miło, smacznie, choć pole do poprawy jeszcze jest.

Jeszcze parę lat temu zachodnie rejony Puszczy Kampinoskiej były istną gastronomiczną pustynią. Teraz jednak się to powoli zmienia, a co najważniejsze, rosnącej ofercie ewidentnie towarzyszy niemałe zainteresowanie klienteli. Jako dowód niedawno opisałem węgierską knajpę Folwark Batorówka w okolicy Leoncina, a tym razem zapraszam was kilkanaście kilometrów dalej na zachód, do Secymina.

Zacznijmy od plusów

– Kluczowa zaleta to wspaniała lokalizacja, tuż obok Wisły w zachodniej części Puszczy Kampinoskiej. Wprawdzie w bezpośredniej okolicy nie ma żadnych szlaków turystycznych, ale miejsce to może okazać się świetnym przystankiem na trasie wycieczki rowerowej lub też dla zmotoryzowanych wracających z puszczańskich wędrówek. Obiekt położony jest pośród rozległych nadwiślańskich łąk na terenie tzw. Powiśla Kampinoskiego, przed wojną zasiedlonego przez tzw. Olendrów. Pamiątką po nich są wciąż widoczne w krajobrazie domostwa położone na niewielkich wzgórkach (tak, aby nie zalewały ich fale wezbraniowe Wisły) – zresztą, owa knajpa na takim właśnie pagórku leży! Do tego otoczona jest rozłożystymi drzewami dającymi przyjemny cień. Klimat, jak się patrzy!

– Menu jest krótkie, ale ciekawe i oryginalne, nieograniczone do obowiązkowego w Polsce schabowego i kiełby z gryla. Uświadczymy zarówno coś słodkiego, jak i wytrawnego. Jest kawa, jest lemoniada. Fajnie, że postawiono tu na rzeczy sezonowe – wiosenną porą w menu znalazły się zatem np. kompot z rabarbaru czy szparagi.

A co do minusów…

– Mówiąc dyplomatycznie, lokal musi się jeszcze organizacyjnie otrzaskać. Pech chciał, że trafiłem tam na godziny szczytu. Z racji na piękną pogodę, chciałem usiąść na dworze, tam jednak przygotowano tylko mocno ograniczoną liczbę miejsc (których dla mnie zabrakło). To o tyle dziwne, że teren obiektu jest całkiem spory i aż się prosi, by porozstawiać na trawce liczne leżaczki. Musiałem się zatem zadowolić miejscem w środku, a to wyglądało jak naprędce zorganizowane zaplecze z krzątającą się jak w ukropie obsługą.

– Efektem wspomnianych godzin szczytu było też wyparowanie z menu sporej części pozycji oraz długi czas oczekiwania (ale, żeby być fair, obsługa całkiem słusznie ostrzega o tym przed złożeniem zamówienia).

Niech jednak te minusy nie przesłonią Wam plusów! Lokal rokuje bardzo dobrze i trzymam kciuki za jego rozwój. Może – kontynuując olenderskie nawiązania – warto tam postawić na takowe akcenty w menu, np. słynne buraczane powidła? Tak czy inaczej mam gorącą nadzieję, że po rychłym organizacyjnym otrzaskaniu będzie silnym magnesem na kampinoskich turystów!

PS. Secy na wałem wyszukamy chociażby na Mapach Google. Na razie obiekt czynny tylko od piątku do niedzieli. 

Autor: Jerzy Królikowski

Dumny redaktor naczelny od 2010 roku. Miłośnik Puszczy od jeszcze dłuższego czasu. Po Kampinosie głównie biega i jeździ na rowerze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *