Kronika policyjna: bimber z otuliny

Taki urok Puszczy Kampinoskiej, że w cieniu jej drzew często dochodzi do nie do końca legalnych eksperymentów. Na łamach Kuriera donosiłem już m.in. o praktykach ziołoleczniczych, a tym razem przyłapano pewnego jegomościa na zgłębianiu tajników alchemii.

Zaczęło się niepozornie: od interwencji strażników miejskich dotyczącej gospodarki odpadami. W okolicy ulicy Trenów w Warszawie, tuż przy wschodnim skraju Puszczy zauważyli oni pewnego mężczyznę, który pozbywał się w lesie resztek zaprawy murarskiej. Mundurowi podjęli interwencję. W czasie rozmowy okazało się, że 57-latek zaśmiecał las na prośbę znajomego, który mieszkał w pobliżu. Po nitce do kłębka: strażnicy przeprowadzili kontrolę gospodarki odpadami na wskazanej posesji.

W trakcie interwencji ujawnili nie tylko spalanie odpadów, wylewanie nieczystości ciekłych, brak umowy na ich wywóz czy gromadzenie odpadów na terenie działki. Na prowadzących czynności strażników czekała jeszcze jedna „niespodzianka”. Ich uwagę przykuły węże ogrodowe porozkładane gęsto na terenie działki oraz wyciekająca z nich ciecz o charakterystycznym kolorze i zapachu. Węże prowadziły do komórki, w której pełną parą odbywała się produkcja… bimbru. W pomieszczeniu znajdowały się trzy pełne 60-litrowe beczki z zacierem oraz dwie 5-litrowe butelki wypełnione alkoholem. Na miejsce wezwano patrol policji, który zabezpieczył aparaturę i to, co się w niej znajdowało.

Autor: Jerzy Królikowski

Dumny redaktor naczelny od 2010 roku. Miłośnik Puszczy od jeszcze dłuższego czasu. Po Kampinosie głównie biega i jeździ na rowerze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *