Puszcza i paragrafy [wywiad z dyrektor KPN]

Nie da się skutecznie chronić kampinoskiej przyrody bez respektowania praw mieszkańców Parku i otuliny – przekonuje nowa dyrektor Kampinoskiego Parku Narodowego Anna Wilińska

Jerzy Królikowski: Pracuje Pani w Kampinoskim Parku Narodowym już od 14 lat. To relacja stricte zawodowa, czy jednak coś więcej?

Anna Wilińska, dyrektor KPN: Z ochroną przyrody jestem związana już od samego początku swojej kariery zawodowej – to moja pasja i żywioł. Tutaj się odnalazłam. Co do samej Puszczy Kampinoskiej, to w Izabelinie mieszkam praktycznie od urodzenia, jest więc to dla mnie przestrzeń, z którą mam związek emocjonalny. Mam stąd przyjemne wspomnienia już od czasów dzieciństwa, gdy podczas wycieczek z rodzicami mogłam dobrze poznać ten Park – przekonać się, że to nie tylko zwykły lasek, ale wiele fantastycznych zakamarków, bagien, wydm. To naprawdę bardzo zróżnicowany teren. Powiedziałabym nawet, że cud przyrody. No bo jak inaczej nazwać to, że tuż pod stolicą mamy tak ogromny obszar dzikiej przyrody. Z tego punktu widzenia objęcie tego terenu ochroną to był strzał w dziesiątkę.

Gdy trzy miesiące temu zasiadła Pani w fotelu dyrektora KPN, jakie dwa główne wyzwania stojące przez Parkiem wyszły na pierwszy plan?

Przede wszystkim zabezpieczenie finansowe. Struktura finansowania parków narodowych jest w Polsce taka, że bardzo wiele zależy od aktywności całej załogi w pozyskiwaniu środków zewnętrznych. I tutaj nasz Park sprawia się dobrze. Drugi priorytet to edukacja – widzę u nas przestrzeń na wyjście poza klasyczną edukację przyrodniczą dla dzieci i zwrócenie się również do całego społeczeństwa, w tym dorosłych. Co to jest ochrona przyrody? Dlaczego ta przyroda jest nam wszystkim potrzebna? A co ja, przeciętny Kowalski, mogę dla niej dobrego zrobić? Czym różni się dzika przyroda od tej nazwijmy ją domowej, czyli naszych zwierząt, które trzymamy w domu? Dla wielu osób odpowiedzi na te pytania wcale nie są oczywiste.

A propos tej edukacji, to zapewne jak Pani spaceruje w okolicach Izabelina, to gołym okiem dostrzega, że generalnie turyści mają w głębokim poważaniu regulamin parku – schodzenie ze szlaków, zbieranie grzybów, spacery z psem bez smyczy itp. to powszechny widok. W mediach społecznościowych Park intensywnie przekonuje do odpowiedzialnych zachowań, ale bez większych efektów. Nie uważa Pani, że pora wytoczyć „mocniejsze działa”? Mam przede wszystkim na myśli bardziej zdecydowane zaangażowanie Straży Parku.

To na tyle szeroki i złożony temat, że z mojej dwumiesięcznej perspektywy dyrektorowania za wcześnie jeszcze na składanie konkretnych deklaracji. Generalnie mój pogląd jest taki, że w pierwszej kolejności trzeba stawiać na edukację, ale także na kształtowanie respektu dla przyrody. Bo o istnieniu zakazów ustawowych to zapewne wszyscy turyści wiedzą. Zależy mi na wykształceniu takiego wewnętrznego przekonania, że jako społeczeństwo umówiliśmy się, iż mamy w  Polsce 23 parki narodowe zajmujące  tylko 1% powierzchni kraju i na tym obszarze objęliśmy przyrodę rygorystyczną ochroną. Oczywiście, taka edukacja oparta na zbudowania szacunku do przyrody jako naszym wspólnym dobru, to będzie długi proces. To bardzo delikatna materia. Inaczej na sprawę patrzą turyści, inaczej mieszkańcy Parku i otuliny, w tym Warszawiacy. Niektórzy traktują to miejsce trochę jak las domowy. Chcą tu realizować swoje zwykłe ludzkie potrzeby – wyjść na spacer, wyciszyć się, inni wręcz przeciwnie zrobić piknik na polanie lub realizować swoje pasje sportowe. I to też wpisuje się w cele parku narodowego, którymi są ochrona przyrody, udostępnianie i edukacja. Pogodzenie tych potrzeb i znalezienie sensownej równowagi z ochroną dzikiej przyrody jest ogromnym wyzwaniem. Gdybyśmy chcieli restrykcyjnie egzekwować przestrzegania przepisów, to potrzebowalibyśmy armii ludzi, która będzie wszystkiego wokoło pilnować. Tymczasem mamy 10 osób, które pracują w Straży Parku na całe 38 tys. hektarów – od Warszawy po Sochaczew. Pomimo tych skromnych zasobów realizowane są na co dzień konkretne zadania – przykładowo tylko w ostatnim tygodniu wystawiono w Parku 3 mandaty na parkowanie niezgodne z przepisami, wiele interwencji kończy się pouczeniami, niektóre kierowaniem wniosków do sądu o ukaranie za wykroczenia. W przypadku przestępstw sprawy przekierowywane są do odpowiednich służb do dochodzenia. Zatem po cichu ta praca się odbywa, choć być może trzeba będzie sprawić, by takie działania były bardziej widoczne.

Wspominała też Pani o wyzwaniu finansowania Parku. Gdy trzy lata temu rozmawiałem z dyrektorem Mirosławem Markowskim, trwały prace legislacyjne nad przepisami wprowadzającymi opłaty za wstęp do wszystkich parków narodowych. Co się stało z tym pomysłem?

Według moich informacji na razie nie toczą się żadne prace nad tym projektem. Zatem wciąż tylko 8 z 23 parków narodowych może pobierać opłaty za wstęp. Jest to moim zdaniem temat, który wymaga dyskusji, bo wprowadzenie takich opłat w KPN byłoby korzystne dla ochrony przyrody. Wpływy z tego tytułu pozwoliłyby pokryć chociażby koszty utrzymywania infrastruktury turystycznej czy sprzątania Parku i co do zasady ludzie to rozumieją. Obecnie nie dostajemy środków z budżetu państwa na ten cel, wykorzystujemy zatem różnego rodzaju granty i projekty. Oczywiście mam świadomość, że jesteśmy specyficznym parkiem, bo odwiedzają nas głównie mieszkańcy otuliny i sąsiedniej Warszawy, i to bardziej w charakterze rekreacyjnym niż turystycznym, niektórzy bywają w parku codziennie. Zatem dla nich ewentualne wprowadzenie opłat nie będzie takie oczywiste. Jeśli więc na poziomie rządowym zapadnie decyzja o biletowaniu wstępu, w naszym przypadku trzeba będzie wypracować jakieś sprytne rozwiązanie. No, ale na razie stosownej delegacji ustawowej nie ma, więc temat jest zamknięty. Pobieramy natomiast opłaty np. za udostępnianie polan, za jazdę konną, etc.

Przejdźmy do tematu rzeki – dosłownie i w przenośni. Brak wody w kampinoskich bagnach to obecnie jeden z większych problemów Puszczy – po tej zimie zapewne nieco mniej palący, ale w kolejnych latach na pewno powróci. Obecnie odpowiedzią Parku na to wyzwanie są projekty z cyklu „Kampinoskie Bagna”. Tylko mam wrażenie, że jest to strzyżenie boiska nożyczkami – kierunek projektu jest absolutnie słuszny, ale składa się z wielu małych działań, które dają wyłącznie lokalne efekty. Tymczasem większość wody i tak wciąż odpływa z KPN głównymi kanałami. Było to szczególnie widoczne poprzedniej zimy, gdy mimo bardzo niskiego poziomu wody wszystkie śluzy były podniesione, bo tak lata temu ustalono z Wodami Polskimi i lokalnymi samorządami. A z drugiej strony w niedawnej publikacji „Vademecum Kampinoskich Bagien” czytamy: Pomimo iż modelowanie hydrauliczne wykazało, że tylko niektóre odcinki kanałów są potrzebne dla odwadniania puszczańskich wsi, zachowanie ciągłości sieci jest niezbędne ze względu na obawy mieszkańców wiążących swoje bezpieczeństwo powodziowe z istnieniem tych kanałów. Trzeba uszanować te obawy. Czy w tym świetle nie uważa Pani, że te działania Parku mogą i wręcz powinny być bardziej radykalne niż same „Kampinoskie Bagna”?

Projekt „Kampinoskie Bagna” ma dwie edycje. O ile pierwsza faktycznie koncentrowała się na mniejszych kanałach, fachowo zwanych melioracją szczegółową, o tyle w drugiej działamy również na kanałach głównych, gdzie m.in. tworzymy bystrotoki. To konstrukcje, które z jednej strony do pewnego stopnia podpiętrzają wody w okresach suchych, ale jednocześnie pozwalają na swobodny i szybki przepływ ewentualnych wód pochodzących z gwałtownych opadów. Do tego w obu projektach prowadzimy wykup prywatnych gruntów, co znacznie ułatwia te działania.

Wracając do meritum pytania, z pana wypowiedzi wnioskuję, że jako Park za bardzo martwimy się w tym wszystkim o mieszkańców. W odpowiedzi przywołam analizy naukowe przeprowadzone w ramach projektu finansowanego z programu Horyzont 2020, w ramach których przeanalizowano dużą liczbę europejskich projektów poświęconych ochronie przyrody, które z różnych względów nie powiodły się lub ich zakresy musiały zostać poważnie ograniczone. I okazuje się, że aż w 65% przypadków przyczyną trudności lub porażek były względy społeczne! Wcale nie brak know-how, odpowiedniego monitoringu czy wiedzy naukowej, technicznej czy praktycznej. W wielu przedsięwzięciach ponad 50% środków alokuje się właśnie na budowanie porozumienia społecznego wokół ochrony przyrody. Zatem ta nasza ostrożność jest jak najbardziej wskazana. Poza tym wszelkie działania muszą być po prostu zgodne z prawem. Jeśli ktoś mieszkał w Puszczy, to ma prawo to kontynuować. Jeśli ktoś uprawia rolę lub kosi łąkę – również. Jeśli zgłosi się do nas z chęcią sprzedaży gruntu na rzecz Skarbu Państwa na cele ochrony przyrody, to oczywiście będziemy się cieszyć, ale nie będziemy ani nie możemy nikogo do tego zmuszać. Musimy i chcemy respektować tutejszych mieszkańców – nie tylko w warstwie prawnej, ale i czysto ludzkiej.

Dodam, że ochroną kampinoskich mokradeł zajmujemy się również w ramach unijnego projektu MERLIN. Tam koncentrujemy się na tzw. „rozwiązaniach szytych na miarę”, a to wiąże się m.in. z bezpośrednimi rozmowami z lokalnymi rolnikami, zaś te nakreślają jeszcze inną, ciekawą perspektywę. Bo oni zwracają uwagę, że niekorzystny w niektórych sytuacjach dla nich jest nie tylko nadmiar wody, ale i jej niedobór. Zatem pracujemy tu nad takimi rozwiązaniami, które pozwolą tak gospodarować obszarami podmokłymi, by zarówno chronić przyrodę, jak i móc prowadzić rolnictwo ekstensywne, a także nad takimi, by w okresach suszy tę wodę zatrzymać i dla przyrody i dla ekstensywnego rolnictwa. Następnie chcemy osiągnąć efekt skali, poprzez stosowanie podobnych pomysłów w innych miejscach. Co kluczowe, istotne są działania nie tylko w Puszczy, ale również w jej otoczeniu. I bardzo nas cieszy, że w lokalnych samorządach rośnie świadomość konieczności takich działań. Żeby nie być gołosłowną, obecnie z gminami Stare Babice i Izabelin, już z ich inicjatywy, przygotowujemy wspólny projekt retencjonowania wody w otulinie. To będą rozwiązania w skali mikro, ale obecnie każde nawet najmniejsze zagłębienie, oczko wodne czy bagienko jest na wagę złota.

Poza tym rozmawiając o kampinoskich bagnach, trzeba mieć na uwadze, że w swoim oryginalnym wydaniu one były głównie zasilane przez wylewy Wisły. W momencie, kiedy w połowie XX wieku wybudowano wały przeciwpowodziowe, tutejsze mokradła zostały od tej Wisły bezpowrotnie odcięte. Mówię tutaj oczywiście o wylewach powierzchniowych, mimo to Puszcza jest wciąż w reżimie hydrologicznym Wisły. Zatem jeśli w rzece jest niedobór wody, to będzie on oddziaływał również na Puszczę, choćby nie wiem ile wody tu wlewać. Podsumowując, to bardzo skomplikowany temat, ale proszę mi wierzyć, że działania, które podejmujemy krok po kroku, mają sens. Zgadzam się z tym, że teoretycznie można by robić to szybciej, ale w świetle przywołanych przeze mnie przed chwilą badań możemy w ten sposób wylać dziecko z kąpielą.

Kolejne wyzwanie to „Kampinoska Gilotyna”, czyli przecinająca Park z północy na południe droga wojewódzka 579. Po latach starań wreszcie udało się uruchomić tu odcinkowy pomiar prędkości (OPP). Czy po kilku tygodniach jego funkcjonowania można już mówić o jego pozytywnych efektach?

Nie mamy jeszcze konkretnych danych, ale każdy, kto ostatnio jechał tą trasą, zauważy wyraźne spowolnienie ruchu. A wiadomo, że każde obniżenie prędkości powoduje spadek liczby kolizji – nie tylko ze zwierzętami, ale i z ludźmi, bo przecież i takie wypadki się na tej trasie zdarzały.

Czy OPP rozwiązuje już ostatecznie problem negatywnego wpływu tej drogi na kampinoską przyrodę?

Jesteśmy w stałym kontakcie z Mazowieckim Zarządem Dróg Wojewódzkich i dyskutujemy, co można zrobić dalej. Może prowadzić działania, które obniżą natężenie ruchu? A może ograniczyć poruszanie się konkretnych typów pojazdów, choćby w wybranych godzinach? Tylko trzeba mieć świadomość, że to będzie kolejna skomplikowana historia. Chciałoby się rozwiązywać je znacznie szybciej, ale procedury administracyjne niestety mają to do siebie, że bardzo długo trwają. Przecież nie inaczej było z samym OPP. Jego wdrożenie to suma wieloletnich starań wynikających zarówno z oddolnej inicjatywy wielu zatroskanych społecznie osób, jak i Parku, czy służb samorządu marszałkowskiego Mazowsza. KPN wielokrotnie korespondował zarówno z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego, jak i Mazowieckim Zarządem Dróg Wojewódzkich, przygotowując niejako grunt pod OPP. Natomiast całą konkretną robotę wykonali Panowie, którzy przygotowali projekt do Budżetu Obywatelskiego Mazowsza. I ten wspólny wysiłek i przychylność innych instytucji dały efekt.

Pozostając jeszcze w tematyce drogowej: 2 lata temu powiat nowodworski rozpoczął formalne przygotowania do wyasfaltowania drogi Górki – Kampinos. W ten sposób powstałby nowy asfaltowy ciąg przecinający najcenniejsze obszary Puszczy, potencjalne przyciągając spory ruch drogowy z drogi 579. Co Pani sądzi o tym pomyśle i czy starostwo wciąż przy nim obstaje?

Stanowisku Parku jest niezmienne – nie widzimy możliwości udrożnienia tej drogi. Ona wciąż funkcjonuje, jest drogą publiczną, głównie dla lokalnych mieszkańców, ale podniesienie jej klasy rodzi ryzyko, że stanie się trasą przelotową, a to będzie szkodzić nie tylko przyrodzie, ale i mieszkańcom Górek czy Starej Dąbrowy. Natomiast podkreślam, że mówię tu wyłącznie o stanowisku Parku. Bo formalnie procedura wygląda tak, że zgodę lub sprzeciw wobec takiej inwestycji wydaje Ministerstwo Klimatu i Środowiska, wcześniej zasięgając naszej opinii.

Co w najbliższym czasie zmieni się w ofercie KPN dla turystów? Jakieś nowe kładki? Szlaki? Polany wypoczynkowe?

Na razie planujemy trzy zadania. Pierwsze to nowe zagospodarowanie Polany Jakubów, czyli tuż przy naszej dyrekcji. Tu mamy już zrobiony plan zagospodarowania i podpisaną umowę z wykonawcą, która powinna zostać zrealizowana do końca roku. Powstanie m. in. ścieżka sensoryczna, zmodernizowane zostaną wiaty dla turystów. Do drugiego zadana przymierzmy się już od kilku lat, ale dotychczas blokowały nas różnego rodzaju przeszkody formalne, które na szczęście udało się już pokonać. Mowa o zupełnie nowym zagospodarowaniu polany w Truskawiu – to będzie naprawdę duża zmiana, która obejmie również korektę przebiegu szlaków, parking, punkt informacyjny, a także leśny plac zabaw. I wreszcie trzeci duży projekt dotyczy wystawy przyrodniczej w naszej siedzibie. Dotychczas była ona niewielka i nie spełniała współczesnych standardów, ale wkrótce się to zmieni. A jak zrealizujemy te trzy pomysły, to ruszymy z kolejnymi.

Turyści mają też odnieść korzyści z projektu „Truskawie Mokradła” realizowanego wspólnie z Amazonem. Co konkretnie jest planowane?

Zasadnicze cele tego projektu koncentrują się wokół retencji wody – jak wskazuje nazwa – w okolicach Truskawia. Ale w planach jest także wybudowanie platformy do obserwacji ptaków na zbiorniku Mokre Łąki.

W czerwcu ogłoszono realizację projektu o bardzo ciekawie brzmiącej nazwie „Aktualizacja granic Kampinoskiego Parku Narodowego, opracowanie projektu planu ochrony dla nowo włączanych obszarów z uwzględnieniem znaczenia korytarzy ekologicznych”. Gdzie i kiedy przybędzie nam Parku? I czy nie boi się Pani weta samorządów?

Głównym celem przedsięwzięcia jest wspomniana w nazwie aktualizacja granic, bo ostatnie rozporządzenie, które określa te granice, pochodzi z 1997 roku i ma pewne mankamenty. Natomiast przy tej okazji planowane są do włączenia do KPN tereny, które zgłosili mieszkańcy i wójt gminy Brochów, a więc na zachodnich krańcach Parku. One w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy są już oznaczone jako tereny do potencjalnego włączenia do KPN. Już po objęciu funkcji dyrektora rozmawiałam z Panem Wójtem, czy nastroje społeczne wokół tej inicjatywy się zmieniły, bądź czy gmina ma wobec tych obszarów inne plany. Pan Wójt powiedział, że nie, i zadeklarował duża otwartość na współpracę, więc tutaj nie spodziewamy się weta czy zmiany kierunku działania. Tym bardziej, że mowa o terenach podmokłych, które dla nas są cenne przyrodniczo, a dla mieszkańców trudne do wykorzystania. Poza tym planujemy drobne korekty granic w innych gminach (np. dotyczące dróg gminnych), ale to chodzi o prostowanie pewnych nielogiczności i zaszłości z przeszłości. Nie będzie to pewnie całkiem gładki proces, może on wzbudzić tu czy tam pewne emocje, ale jakakolwiek zmiana każdorazowo wymaga zgody zarówno gminy, jak i każdego z właścicieli gruntów. Park chce i musi tu współdziałać z otoczeniem. My jesteśmy pełni nadziei. Oby się udało.

Autor: Jerzy Królikowski

Dumny redaktor naczelny od 2010 roku. Miłośnik Puszczy od jeszcze dłuższego czasu. Po Kampinosie głównie biega i jeździ na rowerze

2 komentarze do wiadomości “Puszcza i paragrafy [wywiad z dyrektor KPN]

  1. 3 mandaty za parkowanie?? Straż nie wchodzi do Parku? A rozmawiała Pani kiedyś z tymi „uświadomymi” nt prawa turystami? Proszę wejść do lasu od strony Truskawia w któryś ciepły weekend w cywilnym stroju. Ludzie nie mają pojęcia, że psa trzyma się na smyczy, że nie pali się papierosów, nie zostawia śmieci przy wiatach, nie rozjeżdża ściółki rowerem. W Parku od strony Leszna jest mnóstwo śmieci. Kogo chce pani edukować? Ludzi, którzy sami z siebie będą chcieli być edukowani. A pozostali? To pozostali są problemem.
    Wielkie tablice przy wejściach z informacją o zakazach o kwotami mandatów. Od tego proszę zacząć.

  2. Edukować należy osoby podatne na edukację, a tych bezczelnie i świadomie realizujących motocyklowo-quadowe pasje poza drogą do tego przeznaczoną trzeba karać tak dolegliwie, aż wyjdą ze strefy komfortu. Biegam i spaceruję; motocykle i quady widzę bliżej lub dalej w KPNie za każdym razem, a straży nigdy. Nie tylko niczego nie pilnujecie, ale nawet nie zakładacie fotopułapek, czy nie zostawiacie się w typowych, oczywistych i znanych miejscach wjazdu i wyjazdu. Doprowadzicie nie tylko do tego, że zrezygnują ze spacerów z dziećmi ludzie szukający spokoju, którym nieraz pojazdy takie sypią piachem i kamykami po oczach przejeżdżając w niebezpiecznie bliskiej odległości, ale doprowadzicie do przemocy wobec ludzi, którzy odważą się zwrócić uwagę lub nie zejdą z miejsca, gdzie quad ma wygodnie przejechać. Proszę pokazać, czy poza zadowoleniem ze swojej pasji do natury, cokolwiek dla niej Pani wywalczy. Liczą się czyny, a nie słowa. Na razie co weekend słychać z lasu szaleństwa zakompleksieńców na protezach silnikowych, a nie zwierzęta, czy bezpiecznie spacerujące rodziny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *