Wreszcie jest! Po latach starań i oczekiwań wreszcie ruszył (przynajmniej formalnie) odcinkowy pomiar prędkości (OPP) na kampinoskim odcinku drogi wojewódzkiej 579 łączącej Kazuń z Lesznem. Bez przesady można to nazwać przełomowym wydarzeniem w historii Kampinoskiego Parku Narodowego.
Dlaczego piszę, że uruchomienie jest „przynajmniej formalne”? Ano, bo nie opublikowano jeszcze oficjalnego komunikatu w tej sprawie. Nie ma też pewności, że system wykonuje już pomiary. Niemniej, jak poinformował dziś (17 grudnia 2025 r.) facebookowy profil Odpuszcza – Antonina Iwaszkiewicz. Lasoterapia i kąpiele leśne, ustawiono już znaki informujące o OPP. To zaś formalnie pozwala, by na kierowców nieprzestrzegających obowiązującego tu ograniczenia prędkości nakładać mandaty na podstawie pomiarów wykonywanych przez ten system. Ponadto część nawigacji samochodowych ostrzega już kierowców o tym OPP.
Bramki pomiarowe ustawiono na rogatkach Cybulic oraz Leszna – na odcinku 12,8 km będą one mierzyć, czy pojazdy poruszają się zgodnie z obowiązującym tu od lat limitem prędkości 60 km/h.
Wydarzenie o tyle wyczekiwane, że trasa ta przecina Kampinoski Park Narodowy z północy na południe, a codziennie mkną nią tysiące pojazdów, stanowiąc realne zagrożenie nie tylko dla puszczańskiej zwierzyny, ale i pieszych oraz rowerzystów. Podajmy tylko jeden przykład – w latach 2012-2022 zginęło tu pod kołami aż 48 łosi! Do tego trzeba jeszcze doliczyć sarny, jelenie, dziki, lisy i wiele innych gatunków. Wszystko to sprawia, że trasa ta w realny sposób szkodzi kampinoskiej faunie. Trudno się zatem dziwić, że przylgnęła do niej nazwa Kampinoska Gilotyna.
Z myślą o tym zagrożeniu już ładnych parę lat temu KPN wymógł na zarządcy drogi wprowadzenie ograniczenia prędkości 60 km/h oraz zakazu tranzytowego ruchu pojazdów ciężarowych. Na nic się to jednak zdało. Kierowcy i tak gnają tu ponad 90 km/h. W tym ciężarówki, których kierowcy z łatwością znajdują sposoby na uzyskanie przepustki… lub też jadą mimo jej braku. Dlatego w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiał się pomysł wdrożenia na Gilotynie OPP. Niestety, początkowo inicjatywa spotkała się z urzędniczym oporem ze strony zarówno Generalnej Inspekcji Transportu Drogowego, jak i Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich. Sprawy w swoje ręce wzięli więc obywatele, zgłaszając stosowny projekt do mazowieckiego budżetu obywatelskiego. Przy pierwszym podejściu pomysł został w przedbiegach odrzucony przez organizatorów. Szczęśliwie rok później urzędnicy zmienili zdanie, projekt dopuścili, a ten głosowanie wygrał w cuglach. Efektem tego obywatelskiego poruszenia jest właśnie świętowany dziś start OPP.
Choć wielu miłośników kampinoskiej przyrody z tego wydarzenia się cieszy, nie brak też krytyki uruchomionego systemu. Padają argumenty, że OPP będzie nieskuteczny i szkodliwy, że można było to zrobić lepiej, albo że w ogóle system jest nielegalny. Poniżej rozprawiam się tymi i innymi mitami.
OPP nie zmniejszy liczby wypadków w Puszczy Kampinoskiej
Pierwszy OPP uruchomiono w Polsce w 2015 roku, a obecnie liczba tego typu systemów sięga 74. A w kolejce jest wiele następnych lokalizacji – i to wcale nie dlatego, by łupić kierowców, ale dlatego, że wiele lokalnych społeczności samo naciska inspekcję transportu drogowego (GITD), by realizować kolejne wdrożenia. Nic dziwnego. Dane gromadzone przez ostatnią dekadę pokazują, że OPP istotnie pozytywnie wpływa na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce. Przykładowo, w raporcie Najwyższej Izby Kontroli czytamy: „Badanie NIK wykazało, że liczba wypadków na odcinkach dróg, na których w latach 2015–2016 uruchomiono urządzenia do OPP, w odniesieniu do lat 2012–2014, zmniejszyła się o 64 (ze 112 do 48), a ofiar śmiertelnych o 27 (z 38 do 11), co w przeliczeniu na oszacowane koszty jednego wypadku (1020 tys. zł) oraz koszty ofiar śmiertelnych (2050 tys. zł), daje szacunkowy efekt korzyści społecznych w wysokości 120,6 mln zł, tj. ponad 12-krotnie przewyższającej koszty zakupu i utrzymania tych urządzeń (9,8 mln zł)”. Z kolei statystyki z autostrady A4 pokazują, że po wdrożeniu kilku OPP liczba wypadków spadła tam o 20-30%. Podobnych badań można znaleźć w sieci multum. I wcale nie powinno to dziwić, wszak przemawiają za tym podstawy arytmetyki. Niższa prędkość, to krótsza droga hamowania, a to zwiększa szansę, że przeszkody, która nagle pojawiła się na drodze, albo samochód nie uderzy wcale, albo uderzy z niższą prędkością, zwiększając szansę przeżycia ofiary kolizji. Żeby nie być gołosłownym: redukcja prędkości ze standardowych 90 km/h do przepisowych w Puszczy 60 km/h skraca drogę hamowania przeciętnego pojazdu osobowego na suchej nawierzchni aż o 25 metrów! Uwzględniając przeciętny czas reakcji kierowcy (1 s) łączny zysk rośnie do 33 metrów. A na mokrej drodze będzie jeszcze większy! Krotko mówiąc, korzyści z wdrożenie OPP na Kampinoskiej Gilotynie są pewne jak w banku! Choć oczywiście nie liczmy, że wypadki znikną całkowicie.
OPP przez Puszczę będzie nieskuteczny, bo uwzględni jedynie kierowców poruszających się całym monitorowanym odcinkiem, pomijając tych, którzy wjadą na trasę z bocznych lokalnych dróg.
Owszem, OPP nie uwzględni takich kierowców. Tyle, że na drodze 579 zdecydowanie dominuje ruch tranzytowy. Badanie przeprowadzone przez kolektyw ZaPuszczeni pokazuje, że ruch lokalny dotyczy tu jedynie 17% pojazdów. Obalić należy również argumenty, że wdrożenie OPP zwiększy ruch na lokalnych puszczańskich drogach, bo kierowcy będą chcieli ominąć jedną z bramek pomiaru. Drogi dochodzące do DW 579 są wąskie, kręte oraz ze sporą liczbą progów zwalniających. Nie ma tu więc mowy o jakimkolwiek zysku czasowym, choćby na Gilotynie pędziło się później 200 km/h.
OPP nie rozwiążę kluczowego problemu nadmiernego natężenia ruchu drogowego na Gilotynie.
Niestety, w dużej mierze to racja. Piszę „w dużej mierze”, bo (być może nieco naiwnie) spodziewam się, że wdrożenie OPP będzie widoczne w czasie przejazdu wyliczanym przez aplikacje nawigacyjne, a to sprawi, że w niektórych przypadkach owe apki będą sugerować omijanie Gilotyny. Może znajdą się też kierowcy, których jazda tempem 60 km/h będzie po prostu na tyle irytować, że ograniczą swoje podróże tą trasą. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wpływ tego typu czynników, o ile w ogóle wystąpi, będzie marginalny. Niemniej, jak już wspomniałem powyżej, korzyści z wdrożenia OPP będą widoczne, choć w innych aspektach.
OPP nie wpłynie na natężenie ruchu pojazdów ciężarowych.
Niestety, to też racja. Na drodze 579 teoretycznie obowiązuje zakaz ruchu tranzytowego pojazdów ciężarowych, który w praktyce jest jednak kompletną fikcją, z którą zarządca drogi nie bardzo chce walczyć. Dlatego pierwotnym przedmiotem projektu budżetu obywatelskiego był nie tylko OPP, ale również system, który rejestrowałby ciężarówki bez ważnego pozwolenia na poruszanie się tą trasą. Niestety, zarządca drogi ostatecznie nie chciał wdrażać takiego rozwiązania.
OPP jest nielegalną formą dyscyplinowania kierowców.
Samochodziarskie trolle bardzo lubią powielać ten argument w mediach społecznościowych. Szkoda tylko, że nie podają konkretnych argumentów przemawiających na ich korzyść. Głównym zarzutem przewijającym się w trollerskich komentarzach jest to, że obowiązujące przepisy nakazują, by w przypadku tego typu systemów wskazane było kierowcy konkretne miejsce popełnienia wykroczenia. Tu jednak kłania się brak znajomości podstawowych definicji słownikowych. Trolle mylą bowiem słowo „miejsce” ze słowem „punkt”. Miejscem może być przecież nie tylko punkt, ale także odcinek liniowy (np. ulica). A w przypadku OPP mamy przecież bardzo precyzyjnie określone miejsce, gdzie badane jest przestrzeganie przepisów – znane są przecież współrzędne bramek pomiarowych. Dodam, że ja sam nie znalazłem żadnego wyroku sądowego, który wskazywałby na wątpliwe podstawy prawne OPP w Polsce. Na problem ten nie zwróciła również uwagi Najwyższa Izba Kontroli, która opublikowała obszerny raport na temat OPP.
OPP negatywnie wpłynie na komfort podróżowania tą trasą, wydłużając czas przejazdu.
Zacznijmy od tego, że powyższy argument jest wręcz niemoralny. Przypomnę, że ograniczenie prędkości do 60 km/h obowiązuje na Gilotynie od grubo ponad dekady. Wdrożenie OPP zmienia jedynie to, że daje kierowcom kolejny argument za przestrzeganiem przepisów. No, ale abstrahując od tych dywagacji, sięgnijmy po arytmetykę. Zwolnienie na odcinku 12,8 km z 90 do 60 km/h wydłuży czas przejazdu o raptem nieco ponad 4 minuty. W dni powszednie znacznie dłużej stoi się na światłach w Lesznie. Myślę więc, że kierowców stać na to poświęcenie.
Lepszym rozwiązaniem niż OPP byłyby przejścia dla zwierząt.
Propozycja wydaje się o tyle rozsądna, że przecież tego typu obiekty konsekwentnie stawiane są wzdłuż nowych ekspresówek i autostrad. Czemy zatem nie w Puszczy Kampinoskiej? Powodów jest kilka. Przede wszystkim, aby przejścia dla zwierząt miały sens, droga, nad którą przechodzi, musi być ogrodzona z obu stron na długim odcinku – chodzi o to, aby niejako nakierowywać zwierzęta na korzystanie z tej infrastruktury, by nie chodziły na skróty przez asfalt. W kampinoskich warunkach oznaczałoby to konieczność ogrodzenia DW 579 praktycznie od okolic Kazunia aż do Leszna. Jednocześnie trzeba by również zlikwidować wszystkie boczne drogi dojazdowe. Inaczej zwierzęta mogłyby wchodzić nimi na Gilotynę, wpadając w śmiertelną pułapkę niemal bez wyjścia. Właśnie dlatego tego typu przejścia powstają tylko na ekspresówkach i autostradach! Dochodzi tu jeszcze argument przyrodniczy. Pracownicy KPN podkreślają, że ogrodzenie całej DW 579 w praktyce utworzyłoby dwa odrębne parki narodowe z mocno izolowaną fauną. Kolejnym powodem są pieniądze. Tego typu przejście byłoby dla zarządcy drogi wojewódzkiej bardzo drogim rozwiązaniem. Trudno zatem oczekiwać, że przejście dla zwierząt będzie wyższym priorytetem niż chociażby wyczekiwane przez wielu mieszkańców Mazowsza kolejne obwodnice.
Lepszym rozwiązaniem niż OPP byłyby progi zwalniające.
Progi doskonale sprawdzają się w punktowym zwalnianiu pojazdów do około 20-30 km/h, np. przy przejściach dla pieszych. Nie mają jednak sensu, gdy chcemy zwolnić samochody na długim odcinku, i to jeszcze do całkiem wysokiej prędkości 60 km/h. Dobrym przykładem jest wyasfaltowana kilka lat temu Wilkowska Droga, gdzie co około kilometr postawiono niewielkie progi. W praktyce ruch samochodowy wygląda tam tak, że przy progach pojazdy faktycznie nieco zwalniają, ale już między nimi śmigają, ile fabryka dała.
Najlepiej po prostu zlikwidować tę drogę!
Z punktu widzenia ochrony przyrody pomysł jest bardzo kuszący. Na tym etapie nie ma już bowiem sposobu, który zapewniłby wysoki poziom bezpieczeństwa na całej Gilotynie. Z dzisiejszego punktu widzenia ta trasa po prostu nie powinna była powstać! Ale też nie bądźmy naiwni – nie ma i nie będzie politycznej woli do zamknięcie tej drogi. Korzysta z niej przecież bardzo wielu wyborców, dla których taki krok oznaczałby naprawdę bardzo długi objazd. Żeby nie być gołosłownym: jeśli chcieć się dostać z Nowego Dworu Mazowieckiego do Leszna, omijając DW 579, trzeba nadłożyć blisko 40 km przez Brochów, albo 25 km przez zakorkowane Łomianki i Warszawę. Frustracja kierowców-wyborców byłaby ogromna!
OPP przez Puszczę jest rozwiązaniem niedoskonałym, ale na dziś jedynym sensownym.
Takie jest najkrótsze podsumowanie powyższych dywagacji. Owszem, OPP ma wady i niedoskonałości, ale – realistycznie rzecz biorąc – to najskuteczniejsza z dostępnych niemal od ręki metod, by zmniejszyć liczbę zwierzęcych i ludzkich ofiar na Gilotynie. Co nie zmienia faktu, że władze KPN powinny dalej działać na rzecz dalszego podnoszenia poziomu bezpieczeństwa na tej trasie. Pierwszym pilnym krokiem musi być wywarcie presji na zarządcę drogi oraz policję w celu ograniczenia ruchu pojazdów ciężarowych.
Dzięki za ciekawy tekst. Ja oczywiście bardzo się cieszę, że OPP już dyscyplinuje kierowców. Chociaż już niektórzy mi „dziękowali” za utrudnianie życia. 😉
Autor tego wpisu to KRETYN :
Poniżej rozprawiam się tymi i innymi mitami.
– „Niestety, to też racja (…)” .
– „Niestety, w dużej mierze to racja” .
– „Szkoda tylko, że nie podają konkretnych argumentów przemawiających na ich korzyść. Głównym zarzutem przewijającym się w trollerskich komentarzach jest to, że obowiązujące przepisy nakazują, by w przypadku tego typu systemów wskazane było kierowcy konkretne miejsce popełnienia wykroczenia”.
Podsumowując: to raczej nie są żadne mity, skoro sam przyznajesz rację przeciwnikom OPP. Obrażasz kierowcow samochodów wyzywając ich od trolli, że niby nie podają żadnych argumentów, po czym sam ich argumenty przytaczasz. Także Panie Jerzy Królikowski – jesteś pan chodzącą kompromitacją, a zamieszczony tekst potwierdza tylko ze inteligencja nie jest cechą którą może się pan legitymować.
Ograniczenie prędkości do 60 kmh na prostych Odcinkach DW 579 to jakiś chory żart i element wyciągania pieniędzy od kierowców.
Już teraz pojawiają się problemy, są kierowcy którzy tak bardzo boją się odcinkowe go pomiaru prędkości że jadą znacznie poniżej limitu prędkości. Powoduje to że dotąd w miarę przepustowa droga obecnie zmieniła się w niekończący się sznur aut, które poruszają się w mozolnym tempie, a co niektórzy mniej cierpliwi kierowcy wyprzedzają melepetow jadących 40-50kmh. Czy jest bezpieczniej? Nie Czy jest wygodniej? Także nie.
Obrażam wyłącznie kierowców, którzy kłamią, że OPP jest nielegalny. Większość dostosuje się bez problemu do ograniczenia i nie będzie płakać jak w komentarzu powyżej.
Autor tego artykułu od wielu lat robi świetną robotę w naszej lokalnej społeczności. i chamskie obrażanie go, nazywanie kretynem świadczy tylko o Twoim bardzo niskim poziomie intelektualnym. A plucie jadem na próby wyegzekwowania ograniczenia prędkości istniejącego od lat są czystym przejawem szaleństwa. proponuję udać się do lekarza, bo na szkołę już jest raczej za późno.
Wszelkie ograniczenia prędkości najbardziej oburzają tych, którzy nie przywykli do przestrzegania przepisów.
A tekst „…kierowcy którzy tak bardzo boją się odcinkowego pomiaru prędkości że jadą znacznie poniżej limitu prędkości…” to jest hit. To ma być chyba koronny argument za tym, że tego ograniczenia nie powinno tam być?
OPP działa i jest super. Kierowcy jadą nawet 50km/h co jest trochę frustrujące.
W rejonie Warszawy są 2 funkcjonujące OPP, które sprawdzają się doskonale: pierwsza w tunelu S2 pod Ursynowem, druga przez Kanie i Otrębusy na DW 719. Wszyscy (dosłownie, jeszcze chyba nie widziałem, żeby ktoś jechał tam szybciej) jadą przepisowe 80 km/h w pierwszym i 50 km/h w drugim przypadku. Po prostu większości ludzi nie chce się nawet zastanawiać: czy to jest legalne, czy da się więcej bez mandatu, ile minut stracę itd. To jest dużo lepsze niż punktowe fotoradary, a inne środki spowolnienia ruchu (progi, szykany), tak jak już częściowo autor zauważył, mają zastosowanie przy drogach niższej klasy. Jeszcze jest też OPP w Warszawie na S8, tutaj nawet sporo osób jedzie znacznie poniżej ograniczenia, bo widocznie nie pamiętają, jaka jest dozwolona prędkość na ekspresówce, gdy nie ma ograniczenia 🙂 Tutaj na DW579 naprawdę bardzo się cieszę, że wreszcie to zaczęło działać. I faktycznie główny mankament, który wypadałoby poprawić, to brak kamer w miejscach, gdzie można włączyć się do ruchu. Rozumiem, że to nieco podniosłoby koszty, ale mam nadzieję, że kiedyś będzie to uzupełnione (na DW719 są kamery w 'punkcie pośrednim’ przy skrzyżowaniu ze światłami w Kaniach).
Wspaniałe nowiny dla wszystkich i wyrazy szacunku dla Redakcji. Dziękuję za Waszą pracę i odporność psychiczną! Użeranie się z trollami to nic przyjemnego!