Łośmiechnięta Chata, czyli słodkości u wrót Puszczy

Akurat w tegoroczną majówkę na gastronomicznej mapie Puszczy Kampinoskiej pojawił się nowy punkt – klubokawiarnia Łośmiechnięta Chata w Truskawiu. To już kolejny obiekt próbujący biznesowego szczęścia w tym miejscu – postanowiłem zatem sprawdzić, czy może akurat to przedsięwzięcie ma szansę na sukces.

Wydaje się, że zlokalizowanie knajpy tuż obok najpopularniejszego węzła szlaków w parku narodowym, który co roku odwiedza kilka milionów Polaków, jest wręcz skazane na sukces. Praktyka pokazuje jednak, że niekoniecznie. Na zachodnim krańcu Truskawia działały już bowiem różne gastronomiczne przybytki, nie cieszyły się jednak szczególnymi względami turystów. Dlaczego? Mogę jedynie zgadywać, ale przynajmniej dla mnie menu ograniczające się do żurku i kiełbasy na dłuższą metę gości przyciągać nie będzie.

Facebookowe posty Łośmiechniętej Chaty zdawały się świadczyć, że właściciele tego nowego przybytku mają nieco bardziej ambitny pomysł na biznes. Jak to się jednak przełożyło na praktykę? Pierwszą wizytę w Chacie odbyłem w środku tygodnia. Z zewnątrz miejsce prezentowało się zachęcająco – jest tu bowiem spory ogórek z ławkami, leżakami i hamakami. Lokal świecił jednak raczej pustkami. Przy ladzie dowiedziałem się, że menu jest bogatsze w weekendy, kiedy i turystów znacznie więcej. Do wyboru miałem zatem gofry bądź lody. Popić mogłem je kawą (jak zachęcają właściciele, z lokalnej palarni ziaren) bądź różnymi chłodnymi napojami, z piwem bezalkoholowym włącznie.

Wprawdzie pierwsza wizyta szczególnie mnie nie zachwyciła, ale zachęcony wypisaną na tablicy długą listą ciast dostępnych w weekendy postanowiłem wrócić tam w sobotni słoneczny dzień. Tym razem w kawiarni były już całkiem spore tłumy, zatem trzeba było chwilkę odstać swoje w kolejce. No i warto było, bo ciasta okazały się niczego sobie. Ja akurat spróbowałem tarty jagodowej i sernika z mango, choć do wyboru było jeszcze kilka innych intrygujących pozycji.

Generalnie Chata robi pozytywne wrażenie. Miejsce zachęca do odpoczynku, właściciele sprawiają wrażenie pełnych entuzjazmu, a serwowane jedzenie i napoje powinny usatysfakcjonować różne gusta (choć zapewne menu prosi się o poszerzenie o jakiś bardziej wytrawny asortyment, mile widziany byłby także szerszy wybór w środku tygodnia). Ja tam do Chaty z pewnością jeszcze zajrzę. Trzymam więc kciuki za dalszy rozwój kawiarni, no i za jeszcze więcej gastronomicznych atrakcji w Puszczy i okolicach.

Aha… przed odwiedzinami tego miejsca warto zawczasu sprawdzić godziny otwarcia, bo są dość nietypowe.

Autor: Jerzy Królikowski

Dumny redaktor naczelny od 2010 roku. Miłośnik Puszczy od jeszcze dłuższego czasu. Po Kampinosie głównie biega i jeździ na rowerze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *