To, że poruszanie się po Kampinoskim Parku Narodowym poza wyznaczonymi szlakami jest praktyką powszechną, chyba nikogo nie dziwi. Ale gdzie konkretnie turyści najczęściej to robią? Odpowiedź przynoszą opublikowane niedawno wyniki badań naukowych.
Generalnie temat badania ruchu turystycznego w Puszczy Kampinoskiej jest trudny i słabo rozpoznany. Oficjalne statystyki mówią, że rocznie las ten odwiedza 1,3 mln turystów, choć jest to mocno zgrubna liczba oszacowana “na oko”, która nota bene nie zmienia się w rocznikach statystycznych od lat. Zresztą, nawet gdyby owa liczba była dokładna, to i tak niewiele nam mówi. Nie wiadomo bowiem, jak wartość ta rozkłada się na poszczególne rejony Puszczy bądź pory roku.
W tym kontekście zupełnie nowe światło na to zagadnienie rzuca artykuł opublikowany w “Przeglądzie Geograficznym” przez reprezentantów: KPN, stowarzyszenia ZaPuszczeni oraz naukowców z Politechniki Warszawskiej, Instytutu Badawczego Leśnictwa i Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN.
Do zbadania ruchu turystycznego w Puszczy wykorzystali oni dane GPS rejestrowane przez pieszych, biegaczy i rowerzystów w serwisie Strava. Oczywiście – jak uczciwie przyznają autorzy publikacji – takie źródło danych ma swoje wady. Główną jest oczywiście to, że pod lupę brany jest jedynie niewielki wycinek kampinoskich turystów, głównie sportowców. Pomijamy zatem choćby grzybiarzy, którzy w chwili pisania tych słów tak chętnie schodzą ze szlaków. Ale nawet mimo tych ograniczeń Strava pozwoliła przeprowadzić najdokładniejsze i najbardziej szczegółowe jak dotychczas badanie o ruchu turystycznym na terenie KPN.
Gdzie zatem najchętniej łamiemy regulamin?
Co zatem z tych analiz wynika? Po szczegóły odsyłam do artykułu naukowego, poniżej przedstawię telegraficzne streszczenie:
- Co nie powinno dziwić, najwięcej zejść ze szlaków notowane jest we wschodniej części Puszczy – to o tyle zrozumiałe, że to właśnie tam jest najwięcej turystów, w tym spacerowiczów z przyległych miejscowości.
- Praktycznie nie ma ścieżek czy dróg poza wyznaczonymi szlakami, z których nie korzystaliby rowerzyści, piesi czy biegacze. Co jednak istotne, odcinki dróg/ścieżek najczęściej użytkowane przez turystów, to w zdecydowanej większości znakowane szlaki. Krótko mówiąc, większość turystów, jednak trzyma się szlaków. Choć z drugiej strony trudno wskazać taką drogę poza szlakiem, gdzie choćby okazjonalnie nie pojawiali się jacyś turyści.
- Częścią artykułu są ciekawe mapy, które jak na dłoni pokazują odcinki dróg, gdzie turyści najczęściej schodzą ze szlaków. Przynajmniej wizualnie wyróżnia się tu odcinek łączący Ławską Górę z Zaborowem Leśnym – szczególnie popularny wśród rowerzystów.

Mamy dane i co dalej?
Mimo wspomnianych wcześniej ograniczeń, wykonane analizy stanowią cenne źródło danych, które mogą być wykorzystane w różnorodny praktyczny sposób.
Po pierwsze, dzięki nim straż parku doskonale już wie, gdzie szukać turystów łamiących przepisy. I nie mam tu od razu na myśli polowania na sportowców z plikiem mandatów w ręku. Można zacząć od bardziej łagodnych metod, jak choćby ustawienia znaków informujących o zakazie przejścia. I zanim powiecie, że to infantylizm i naiwność, podkreślę jedynie, że naprawdę sporo turystów odwiedzających KPN nie ma pojęcia, iż ze szlaków schodzić nie wolno.
Druga metoda wykorzystania tych danych byłaby już dla turystów dużo bardziej przyjazna. Analiz można by było bowiem użyć do korekty przebiegu szlaków. Analiza map dołączonych do artykułu dobrze pokazuje bowiem, że częstym powodem zejścia ze szlaku jest chęć skrócenia sobie trasy czy też domknięcia pętli.
Mamy analizy, czas na działania!
Tak czy inaczej miło by było, gdyby ów cenny artykuł stał się przyczynkiem do poważnej dyskusji nad problemem schodzenia ze szlaków. A nawet nie tylko dyskusji, ale i działań! Przecież powszechne łamanie tego punktu w regulaminie jest widoczne gołym okiem… czego nie można powiedzieć o działaniach dyrekcji KPN, by temu procederowi zapobiegać.
Oczywiście, domyślam się, że powodem nie jest zła wola, ale niedostatki kadrowo-finansowe. Jednak ów artykuł daje teraz dyrekcji konkretny argument, by domagać się od rządzących wsparcia w tej kwestii.
Jakim trzeba być dzbanem żeby tyle swoich działań publikować w sieci, w tym przypadku ślady niezbyt legalnych wycieczek.
Myślę, że procent schodzących ze szlaków jest dużo mniejszy. Grzybiarze w KPN to raczej garstka i tylko przez krótki okres roku. Używający GPS to pizza biegaczami główne tacy, którym odbiornik jest potrzebny aby nie zgubić się poza szlakiem. Turystom chodzącym po szlakach jest średnio przydatny.
Więc duży błąd jest jest już na samym starcie – dane dotyczą prawdopodobnie w dużo większym stopniu schodzących ze szlaków niż rzeczywistość
Przecież mapa Stravy jest zanonimizowana i obejmuje też aktywności niepubliczne.
Też nie uważam aby jakieś dzikie tłumy schodziły ze szlaków – już bardziej rowerzyści, którzy jadą wszędzie gdzie się da. No i co badanie pokazuje – głównie chodzą/jeżdżą po drogach pożarowych, więc nie włażą na OOŚ i nie poruszają się na azymut.
Mam nadzieję, że władze Parku wyciągną z tego raportu nie tylko wnioski, gdzie wysyłać filanców, ale też – gdzie warto zrobić szlaki np. łącznikowe, aby uzupełnić istniejącą sieć. Co też sugerują autorzy raportu.
Dane jakie otrzymaliśmy od STRAVY I na podstawie których wykonaliśmy analizy są czymś więcej niż publicznie dostępnymi w sieci. Staraliśmy o nie ponad rok. Mapy nie do końca oddają skalę naruszeń dlatego, że segmenty „dociągane” są do warstwy OSM czyli np. dróg. Tak naprawdę ważne są dane liczbowe. W danych, co już nie zmieściło się w artykule, są także informacje o porze dnia w jakiej dany użytkownik się poruszał. I tu także jest masakra. Przyroda parku nie ma chwili wytchnienia, ponieważ nawet w nocy park jest eksplorowany przez użytkowników STRAVA. Artykuł dotyka zaledwie czubka góry lodowej. Teraz pracujemy nad drugim artykułem na podstawie badań ankietowych.
Szymon Jastrzębowski – współautor artykułu
Przyznam, osobiście zejdę nie raz ze szlaku ale tylko na już wydeptany przez kogoś szlak, tym samym wiedząc, że jest to zakazane! Robię to świadomie jako osoba, która sprząta po ludziach zostawiających śmieci w lesie. Robię to świadomie, wiedząc jak dużo śmieci znajdę na tych „szlaczkach,” które ze sobą zabiorę i wyrzucę do odpowiedniego kontenera. Przykro byłoby dostać mandat za zebranie z takich szlaków plastikowych pojemników, puszek po piwie, szkła, które w słoneczne lato może spowodować pożar. Jednak zawsze się rozglądam i mam na uwadze żeby nikt nie widział jak schodzę na taki szlak, wiedząc, że nie każdy obdarza naturę szacunkiem i pewnie swoim zachowaniem wydeptają niepotrzebnie kolejne szlaki.
Ja bym tą mapę od razu wykorzystał do korekty przebiegu szlaków turystycznych w parku. Szczerze, to dyrekcja parku sama przyczynia sie do schodzenia ze szlaków. Raz że szlaki są wytyczone bez myślenia o potrzebach turystów, zwykle po drogach wiejskich sprzed 60 lat. Na przykład nie myśli się o robieniu szlakow w koło, zeby turyści mogli zrobić wycieczkę. Dwa, że lesnicy wycinają i oczyszczają sieć dróg oddziałowych, które maja służyć dojazdowi straży pożarnej, ale prowolkują do schodzenia ze szlaku, więc raczej szkodza niż pomagają.