Teoretycznie regulamin Kampinoskiego Parku Narodowego nie dopuszcza jazdy konnej na jego terenie, natomiast w praktyce spotkanie konia na kampinoskim szlaku nie przysparza większych trudności. Na ile jest to legalne i nieszkodliwe dla miejscowej przyrody?
Szczerze przyznam, że z opisaniem tego tematu nosze się niemal od założenia tej strony. Puszczę eksploruję bowiem głównie na rowerze i od dłuższego czasu trudno mi przeoczyć, że szlaki w promieniu kilku kilometrów od podkampinoskich stadnin są rozorane końskimi kopytami tak, że przemierzanie ich na dwóch kółkach sprawia niewielką przyjemność. Koniec końców temat jednak zarzucałem, wychodząc z założenia, że nie będę na łamach „Kuriera” wszczynać prywatnych wojenek.
Dlaczego zatem zmieniłem zdanie? Po pierwsze, wyraźnie widzę, że w mediach społecznościowych temat wzbudza coraz więcej emocji. Czytam np., że koni zrobiło się za dużo, że turyści boją się je mijać, albo że w ogóle w parku narodowym nie powinno ich być – no bo skoro pies (nawet na smyczy) wejść nie może, to dlaczego znacznie większy koń może liczyć na specjalne traktowanie.
Po drugie, coraz częściej konie spotykam nie tylko na szerokich gruntowych drogach na obrzeżach Puszczy, ale także na wąskich ścieżkach biegnących przez obszary ochrony ścisłej. Rodzi to obawy nie tylko o potencjalny wpływ na przyrodę, ale i na bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów na szlaku. I wreszcie po trzecie, liczba stadnin wokół Puszczy dość szybko rośnie – pobieżnie na Mapach Google doliczyłem się około 20 takich obiektów niemal w każdej części otuliny, a cześć z nich na swoich witrynach wprost zachęca do jazdy po kampinoskich szlakach.
Warto więc zadać pytanie, na ile konie są dla KPN-u i tutejszych turystów problemem i co można zrobić, by ewentualne konflikty rozwiązać lub chociaż łagodzić.
KPN: konno tylko z pozwoleniem…
Ustawa o ochronie przyrody nie pozostawia wątpliwości interpretacyjnych – jazda konna w parkach narodowych jest zabroniona. Chyba że park wyznaczy stosowne szlaki – takowe wytyczono w wybranych parkach, np. Bieszczadzkim, Magurskim, Biebrzańskim czy Drawieńskim. A w Kampinoskim? Choć od wielu lat dyrekcja w Izabelinie ma to w swoich oficjalnych planach, do ich realizacji wciąż nie doszło. Czy zatem każdy koń na kampinoskim szlaku jest nielegalny? Oczywiście, nie. Dyrektor KPN może bowiem wydawać pozwolenia na jazdę konną i oczywiście to robi. Otrzymanie takiego dokumentu jest płatne. W zależności od opcji zapłacimy za to od 50 zł (opłata jednodniowa) do 900 zł (półroczna) czy nawet 1500 zł (roczna). Podane kwoty odnoszą się do jednego jeźdźca.
O szczegóły wydawania tych pozwoleń zapytałem dyrekcję KPN, a poniżej prezentuję odpowiedź:
KPN jest udostępniany do jazdy konnej na ściśle określonych zasadach, na podstawie każdorazowo wystawianych zgód dyrektora. Pozwolenia na jazdę konno wierzchem oraz zaprzęgami konnymi zawsze są rozpatrywane indywidualnie, a jazdy mogą odbywać się wyłącznie na ściśle określonych warunkach, wyłącznie po wskazywanych w zezwoleniu trasach. Zgody stanowią rodzaj kompromisu, ponieważ nie ma w parku wyznaczonych szlaków turystyki jeździeckiej, a jest duża presja ze strony okolicznych stajni. Udostępniane trasy pokrywają się z istniejącymi szlakami turystycznymi jedynie w minimalnym zakresie z uwagi na ich ciągłość. Staramy się minimalizować ryzyko konfliktów między różnymi grupami użytkowników. Jeźdźcy muszą się liczyć, że podczas kilkugodzinnych przejazdów będą korzystali z dróg publicznych (tu obowiązują ich przepisy o ruchu drogowym). Jeźdźcy zobowiązani są do przestrzegania regulaminu udostępniania parku. Przejazdy mogą odbywać się tylko w określonych godzinach w ramach pory dziennej. Należy uszanować pierwszeństwo pieszych, a na odcinkach, gdzie trasy pokrywają się ze szlakiem rowerowym, także rowerzystów.
Zgody wystawiane są na konkretną, zawsze określoną (maksymalną) liczbę jeźdźców (koni), wnioskowaną przez interesanta. Okresowe zgody mają charakter „na okaziciela”, tzn. w jednym czasie na udostępnionej trasie może przebywać maksymalni ściśle określona zezwoleniem liczba jeźdźców/koni. O dysponowaniu zgodą decyduje jej adresat (osoba składająca wniosek lub w nim wskazana jako odpowiedzialna za przejazdy). W zależności od wniosku wystawiane są one na różne okresy. Są to jednorazowe przejazdy, zwykle w formie zorganizowanych rajdów, a także przejazdy okresowe – zgody miesięczne, półroczne lub roczne. Z uwagi na stosunek ceny do czasu przejazdów, najpopularniejsze i najbardziej opłacalne są zezwolenia roczne (wystawiane w granicach jednego roku kalendarzowego), stąd większość wniosków wpływa do nas w grudniu i styczniu.
Udostępnienie jest odpłatne, zgodnie z aktualnym cennikiem opłat za udostępnienie KPN. Opłaty przeznaczane są na cele statutowe parku związane z ochroną przyrody, w tym utrzymywanie tras i szlaków.
Na usta ciśnie się w tym miejscu pytanie, ile takich zgód jest wydawanych. „W 2025 roku wystawiliśmy 41 zgód, w tym 10 dotyczyło kolejnego (bieżącego) roku (podobnie było rok wcześniej; można przyjąć, że co roku wystawiamy ok. 40 zgód na przejazdy). Zawsze są to trasy wskazywane indywidualnie pod dany wniosek (na podstawie naszej opracowanej i zatwierdzonej przez Radę Naukową bazy potencjalnych tras). Często się jednak powtarzają z zgodach, ponieważ mamy już „stałych klientów”, a użytkownicy nierzadko korzystają z tych samych stajni np. w Kromnowie czy Zaborowie” – tłumaczy dyrekcja KPN.
Ujmując to inaczej, w 2025 r. pozwolenia roczne i półroczne objęły 50 osób (przypomnijmy, pozwolenie nie jest wydawane na określone osoby, ale na okaziciela). Można więc w przybliżeniu powiedzieć, że taka jest maksymalna liczba jeźdźców, jaka może jednocześnie legalnie poruszać się po kampinoskich szlakach.
Zadałem również dyrekcji pytanie, co z planowanym od lat wytyczeniem konnych szlaków w KPN. „Co rok wpisujemy to zadanie licząc, że w końcu uda się je zrealizować. Nie jest to jednak przedsięwzięcie łatwe, wymaga dużo czasu, przygotowań, a przede wszystkim środków finansowych, którymi park póki co, nie dysponuje” – wyjaśnia dyrekcja.
…choć i bez pozwoleń jeżdżą
Skoro ustaliliśmy już, że po KPN można jeździć konno legalnie, nie sposób nie zadać pytania, czy wszyscy miłośnicy tych zwierząt trzymają się ustalonych zasad gry? Jak wspomniałem na początku, ja mam do tego wątpliwości. Głównie dlatego, że całkiem często widuję konie na żółtym szlaku przez Debły. Nie dość, że ścieżka jest tu naprawdę wąska, zatem mijanie się z koniem jest tu co najmniej niekomfortowe, to jeszcze biegnie przez cenny obszar ochrony ścisłej, gdzie przyroda powinna mieć najwyższy priorytet.
Dyrekcja KPN wyjaśnia, że problemy z nielegalną jazdą konną owszem są, ale nie jest to największe zmartwienie parkowych strażników: Zdarza się, że niektórzy jeźdźcy zbaczają z wyznaczonych tras. Tłumaczą się wtedy że „zabłądzili”. Takie sprawy kończymy zwykle pouczeniem. Spotykamy też osoby bez zezwolenia. Wtedy zazwyczaj, przy pierwszym spotkaniu, stosujemy pouczenie. W przypadku recydywy jest już mandat. W ubiegłym roku mieliśmy 4 lub 5 takich przypadków. W dwóch sprawach, w związku z odmową przyjęcia mandatu, wystąpiliśmy do sądu z wnioskiem o ukaranie. Zdecydowanie bardziej opłacało się przyjąć mandat (200 zł), bowiem sąd nałożył grzywny w wysokości 2 tys zł plus 250 zł koszty sądowe. Turystyka konna i naruszenia z tym związane, nie są „masowe” (tak jak psy czy rowery) i rozproszone po terenie parku – wyjaśnia KPN.
Nie omieszkałem również zadać pytania, czy KPN pozwala na jazdę przez OOŚ Debły. Otóż, pozwolenia na ten odcinek nie są wydawane!
Słowem komentarza: czy gra jest dla Parku warta świeczki?
A zatem – biorąc pod uwagę powyższe informacje – czy Puszcza Kampinoska ma w ogóle problem z końmi? Z jednej strony dyrekcja KPN merytorycznie zapewnia, że ma ruch konny pod kontrolą – bazuje on na czasowych pozwoleniach, liczba koni trzymana jest w ryzach, a trasy przejazdów biegną z reguły poza znakowanymi szlakami, by uniknąć konfliktów z piechurami i rowerzystami. Nad wszystkim pieczę sprawuje zaś Rada Parku, gdzie zasiadają poważne autorytety naukowe. Owszem, zdarza się naruszanie przepisów przez jeźdźców, no ale w porównaniu do rowerów czy psów to margines.
Dyrekcja Parku zatem uspokaja, ale ja mimo jej zapewnień zastanawiam się, po co w ogóle wpuszczać konie do KPN? Jasne, niektóre polskie parki narodowe to robią, ale mowa na ogół o miejscach znacznie mniej obleganych, o wyraźnie mniejszej presji turystycznej niż Puszcza Kampinoska. A – biorąc pod uwagę wyrastające jak grzyby po deszczu kolejne okołokampinoskie stadniny – owa presja będzie tylko rosnąć. Zresztą w cytowanych wyżej wyjaśnieniach dyrekcja sama wprost przyznaje, że jest pod presją właścicieli stadnin, by otwierać Park na konie. Na usta ciśnie się pytanie, czy KPN w ogóle powinien się tymi naciskami przejmować? Przecież to, że ktoś postanowił rozkręcić konny biznes koło parku narodowego, nie oznacza, że ów park powinien z automatu iść przedsiębiorcy na rękę. No bo – idąc tą logiką – jeśli ktoś założy pod parkiem hodowlę psów, to też powinien mieć prawo wprowadzać je do Puszczy? No chyba nie bardzo.
Psy przywołałem nie przypadkiem, bo mamy tu trochę równych i równiejszych. Podejście dyrekcji Parku niejako sugeruje bowiem, że obecność koni w parku jest mniej szkodliwa niż psów. Czy aby na pewno?
- Koński nawóz może być pełen niestrawionych nasion roślin ruderalnych, paszowych i obcych geograficznie. Wydalanie go na terenie parku narodowego rodzi zatem ryzyko niszczenia rodzimej flory wzdłuż ścieżek i ułatwia ekspansję gatunków inwazyjnych.
- Nacisk kopyta końskiego na podłoże (szczególnie podkutego) jest nieporównywalnie większy niż stopa ludzka czy opona roweru. A Puszcza Kampinoska leży na terenach wydmowych i bagiennych, czyli gruntach szczególnie wrażliwych na erozję i niszczenie profilu glebowego.
- Koń jest dużym zwierzęciem, nierzadko poruszającym się w grupie (kuligi, rajdy). Zapach konia oraz hałas łamanych gałęzi i tętentu kopyt płoszą duże ssaki kampinoskie znacznie bardziej niż cichszy (z reguły) rowerzysta czy pieszy.
Krótko mówiąc, pies ważący 15-30 kg na smyczy jest nielegalny, a 500-kilogramowy koń, generujący pokaźny ślad ekologiczny, może się już poruszać po parku (za opłatą). Może rodzić to uzasadnione poczucie niesprawiedliwości społecznej wśród właścicieli czworonogów… albo też być dla nich wymówką, że skoro konie mogą, to ich Azor również.
Ale być może argumentem dla Parku są przychody z pozwoleń? Tyle że przemnożenie podanych wyżej opłat za konne pozwolenia przez liczbę zgód daje kwotę, która w parkowym budżecie starczy „na waciki”. Pytanie zresztą, czy te „waciki” pokryją chociaż ewentualne koszty naprawy zniszczonej przez kopyta infrastruktury, rekultywacji gleby czy walki z gatunkami inwazyjnymi.
Jak bumerang wraca tu też kwestia egzekwowania przepisów. Dyrekcja zapewnia, że łamanie regulaminu przez jeźdźców jest sporadyczne, ale wystarczy zobaczyć ilość odcisków kopyt na żółtym szlaku przez Debły, żeby dojść do wniosku, że zjawisko łamania zasad przez jeźdźców wcale nie jest epizodyczne.
Jak zatem wyjść z tej sytuacji? Moim zdaniem należałoby wyznaczyć sieć szlaków konnych w otulinie i niech tam koncentruje się ruch kopyt. Tym bardziej, że da się w tych okolicach wytyczać takie trasy, żeby było ładnie i kameralnie… no i bez ograniczeń ruchu czy płatnych pozwoleń. A Puszcza (zgodnie z ustawą!) powinna być od koni wolna. Już i tak ma dosyć czynników wywierających nań presję.
Podsumowując: skoro w przepisach rangi ustawy zapisano, że parki narodowe co do zasady powinny być od koni wolne, to można się domyślać, że stoją za tym poważne i uzasadnione powody. Jasne, dyrektor parku ma prawo wydawać pozwolenia na odstępstwo od tej reguły, ale powinny one dotyczyć przypadków sporadycznych i wyjątkowych, a nie – jak to jest w przypadku KPN – de facto sankcjonować odstawienie przepisu ustawy na boczny tor.
Ale przecież w KPN są dzikie konie tzw koniki polskie. Dzikie konie robią najwięcej szkód tak jak łosie i nie chodzą szlakami..
Jaki to ma związek z koniarzami rozjeżdżającymi piesze ścieżki, być może nawet bez pozwolenia KPN?
Nie wiedziałem, że Pan redaktor należy do grona zawistnych pedalarzy, którym wszystko przeszkadza i cały świat najchętniej dostosowałby do potrzeb jednej grupy entuzjastów rowerów. Bardzo mi przykro, że artykuł jest w głównej mierze wylaniem żalu rowerzysty a nie rzetelną analizą sytuacji. Pan redaktor nie odróżnia nawet stadniny od stajni a bierze się za tematykę koni. Szkoda.
Już Pan redaktor nie będzie musiał cierpieć z powodu koni w lesie, gdyż niejaki Rafał T. przygotowuje mu laski i sarenki w samym centrum stolicy….
Ja nie jestem rowerzystą. Chodzę po szlakach pieszo. I przeszkadzają mi nie tyle konie, co bardzo liczne nieczystości, które po sobie zostawiają. Chodzenie po szlakach przy stadninach to slalom, by co chwilę nie trafić na minę. A przecież w artykule pada rozwiązanie problemu. Oddzielne szlaki dla koni. Tylko czemu to nie jest wprowadzane w życie?
USTAWA
z dnia 16 kwietnia 2004 r.
o ochronie przyrody
Dziennik Ustaw
Dz.U.2026.13 t.j. Akt obowiązujący
Wersja od: 14 kwietnia 2026 r. do: 2 czerwca 2026 r.
USTAWA
z dnia 16 kwietnia 2004 r.
o ochronie przyrody 1
Rozdział 1
Przepisy ogólne
Art. 15. [Zakazy obowiązujące na terenie parków narodowych i rezerwatów przyrody]
1. W parkach narodowych oraz w rezerwatach przyrody zabrania się:
15) ruchu pieszego, rowerowego, narciarskiego i jazdy konnej wierzchem, z wyjątkiem szlaków i tras narciarskich wyznaczonych przez dyrektora parku narodowego, a w rezerwacie przyrody – przez regionalnego dyrektora ochrony środowiska;
https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/ochrona-przyrody-17091515
REGULAMIN UDOSTĘPNIANIA KAMPINOSKIEGO PARKU NARODOWEGO
ROZDZIAŁ 1
2. Na terenie KPN dopuszcza się następujące działalności:
3) turystyczną i rekreacyjną, w tym krajoznawczą turystykę pieszą, rowerową, narciarską i konną
– po wyznaczonych szlakach turystycznych, ścieżkach dydaktycznych, spacerowych, trasach
oraz po drogach publicznych,
ROZDZIAŁ 2
SZCZEGÓŁOWE ZASADY UDOSTĘPNIANIA KPN W CELACH TURYSTYCZNYCH,
REKREACYJNYCH I SPORTOWYCH
3. Jeżeli szlak turystyki pieszej został udostępniony równocześnie dla turystyki rowerowej, narciarskiej
lub konnej, obowiązuje zasada pierwszeństwa ruchu pieszego.
https://kampn.gov.pl/pliki-do-pobrania/otworz/27d198f7-6c3a-432b-86d5-422f2ceb1f31.pdf
Nie ma wskazania, że jazda konna jest zabroniona, nie ma też żadnego zapisu, który wskazuje, że nie może to być ten sam szlak co do turystyki pieszej, czy rowerowej.
Zacytowałeś jeden punkt z rozdziału 2, a jest w nim jeszcze jeden ciekawy, o którym koniarze zapominają:
„Uprawianie jazdy konnej wierzchem na terenie KPN wymaga uzyskania pisemnej zgody dyrektora KPN i wniesienia opłaty (jeżeli jest wymagana) zgodnie z cennikiem stanowiącym Załącznik nr 1. „.
Doda. tylko, że chodzi o każdorazową zgodę.
Chce Pan, Panie Redaktorze merytorycznie rozmawiać czy wywołać kolejną internetową tzw „gównoburzę”?
Jeśli ma to być rzeczowa dyskusja to warto co-nieco się dokształcić.
Ani w otulinie KPN, ani w ogóle w okolicach Warszawy nie ma ANI JEDNEJ STADNINY! Nie wiem zatem skąd Pana informacje o dziesiątkach takich miejsc.
Zwierzyny konie absolutnie nie płoszą. Wręcz przeciwnie, łatwiej konno, niż pieszo czy rowerem, podejść ją znacznie, znacznie bliżej. Co innego psy – nawet na smyczy powodują duży stres u dzikich zwierząt.
Rozmawiajmy, dyskutujmy, wypracowujmy kompromisy ale rzeczowo i z głową. A nie na zasadzie wzajemnych oskarżeń i przepychanek.
Pozdrawiam i polecam szlifować rzetelne dziennikarstwo.
Anka
P.S. Po KPN nie jeżdżę i nie jeździłam konno, nie moje rejony.
A