Czytelnik „Gazety Stołecznej” natknął się w okolicach wsi Truskawka na nielegalne składowisko styropianu. O fakcie tym natychmiast poinformował władze Kampinoskiego Parku Narodowego i policję w Czosnowie. Nim jednak ktokolwiek zdążył zareagować (a zajęło to kilka dni), ktoś zdążył te niebezpieczne odpady podpalić.
Przedstawiciele KPN-u rozkładają ręce, tłumacząc, że nie mogli zareagować szybciej, bo wysypisko znajdowało się na prywatnym terenie. Poza tym robią, co mogą, by utrzymać park w czystości, a to niestety syzyfowa praca. Sprawa zakończyła się mniej więcej szczęśliwie – to, co nie spłonęło, zostało przez park uprzątnięte.
Więcej o tej bulwersującej sprawie na internetowych stronach „Gazety Stołecznej”