To Izabelin, wieś ulokowana w Puszczy Kampinoskiej. Niecałe pół godziny autobusem od Warszawy. Czyste powietrze zapiera dech. W sklepie na ulicy 3 Maja stosuje się jeszcze praktykę „zeszytu”. Mieszkańcy ze „zdolnością kredytową” mogą kupować „na krechę”.
– Nie wiem, żeby ktoś z Izabelina kłusował, ale za to Sieraków, położony kilometr na północ, to wieś z dużymi tradycjami, jeżeli chodzi o kłusownictwo – mówi Kenig. W Puszczy Kampinoskiej kłusują głównie miejscowi. Poczynając od roku dwutysięcznego policja odnotowuje od dwustu do pięciuset takich przypadków rocznie. – Dziad kłusował, ojciec kłusował, to i syn będzie – tłumaczy Artur Kenig. – W dwa tysiące trzecim jeden z leśniczych zarobił siekierą w głowę. Pił nie z tymi, co trzeba. Potem wynieśli go do lasu. Nie dostał obuchem, tylko ostrzem. – Nie podejrzewam, żeby można zarobić na kłusowaniu – spekuluje strażnik. – Miejscowi polują od pokoleń, z przyzwyczajenia. Mięso zużywają na własne potrzeby, mogą dzielić się z sąsiadami.
To fragment reportażu napisanego przez Wojciecha Chrapka, studenta II roku Wyższej Szkoły Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza. Po pełną treść odsyłam na stronę uczelni.
Źródło: WSDMW
Inspiracja: Kampinoska.waw.pl